Psychodeliki uwolnią Cię od lęków

 

 

LSD może złagodzić niepokój związany z umieraniem.

Wyniki pierwszego badania klinicznego w stosowaniu przez ponad 40 lat terapeutycznego LSD (dietyloamid kwasu lizergowego) zostały opublikowane marcowym wydaniu czasopisma medycznego „Journal of Nervous and Mental Disease”. Testy wykazały, że LSD może znacznie zmniejszyć niepokój wśród osób, których życie wkrótce dobiegnie końca i pomaga im pogodzić się z tym faktem.

Szwajcarski psychiatra Peter Gasser wraz z ekipą przeprowadzili podwójnie ślepą próbę, kontrolowaną przez placebo. Badacze zostali zasponsorowani przez organizację non-profit Multidisciplinary Association for Psychedelic Studies (MAPS), dzięki czemu mogli prześledzić zachowania 12 osób u schyłku życia i zaoferować im sesje psychoterapeutyczne wspomagane LSD. W swoim raporcie Gasser podsumował, że u podmiotów badań lęk i niepokój zmniejszył się i taki pozostał.

Badania pokazują, że psychodeliki mają ogromny potencjał jako leki mogące pomóc zaakceptować śmierć i ułatwić proces umierania.

Ostatnie słowa Aldousa Huxleya – cenionego pisarza i filozofa brzmiały „100 mikrogramów LSD, i.m.” [i.m.– domięśniowo – red.]. Żona Huxleya, Laura, postąpiła zgodnie z jego życzeniem i autor Nowego Wspaniałego Świata, z magicznymi cząsteczkami doktora Alberta Hofmanna w swoich synapsach, przestąpił próg życia i śmierci – udał się w stronę Białego Światła.

Inspiracją do ostatniej podróży byli dla Huxleya pionierzy naukowych rozważań nad LSD, prowadzący swoje badania z terminalnie chorymi ludźmi. Jednakże związek pomiędzy doświadczeniem psychodelicznym, a doświadczeniem umierania, śmierci i powtórnych narodzin jest niemal tak stary, jak ludzkość.

Jedne z najbardziej cennych i obiecujących badań, jakie zostały przeprowadzone na polu psychiatrii i neurologii z użyciem narkotyków psychodelicznych, to badania w dziedzinie pomocy śmiertelnie chorym. Przykładem są badania czeskiego psychiatry – Stanislava Grofa i jego kolegów ze Spring Grove State Hospital w Baltimore nad terminalnie chorymi, dostarczające nam przekonujących dowodów na to, że doświadczenie psychodeliczne może być bardzo korzystne dla ludzi w końcowych etapach ich życia.

Pracując w latach 1967-1972 z nieuleczalnie chorymi na raka pokazali oni światu, że terapia LSD połączona z psychoterapią może złagodzić objawy depresji, napięcia, niepokoju, uregulować rozstrojony sen, usunąć u chorego uczucie odsunięcia się od świata, a nawet uśmierzyć ból odporny nawet na ciężkie leki opioidowe. Niebagatelne znacznie ma również fakt, że LSD poprawia komunikację pomiędzy chorymi, a ich bliskimi.

Biorąc pod uwagę fakt, że strach przed śmiercią i umieraniem jest najbardziej powszechnym ze wszystkich ludzkich doświadczeń, że śmierć bliskich powoduje więcej cierpienia, niż cokolwiek innego, oraz, że śmierć wydaje się być nieuniknioną, naturalną koniecznością, może być dobrym pomysłem zwrócenie uwagi na to, czego naukowcy dowiedzieli się o tym, jak psychodeliki mogą pomóc nam ułatwić proces umierania.

Tybetańska Księga Umarłych – religijny podręcznik o tym, jak poruszać się w przestrzeni poza ciałem, czytany umierającym buddyjskim mnichom, również znany jest ze swojego niesamowitego związku z doświadczeniem psychodelicznym. W istocie, pierwszy podręcznik podróży z użyciem LSD –Doświadczenie psychodeliczne – oparty jest na interpretacji Tybetańskiej Księgi Umarłych dokonanej przez psychologów: Timothy’ego Leary’ego, Richarda Alperta (Ram Dass) i Ralpha Metznera.

Wielu ludzi wierzy, że doświadczenie psychodeliczne nie tylko daje nam wgląd w to, co dzieje się tuż po śmierci, ale także faktycznie do pewnego stopnia modeluje lub symuluje życie po śmierci.

Badania psychiatry, Ricka Strassmana, przeprowadzone na Uniwersytecie Nowego Meksyku z użyciem potężnego narkotyku psychodelicznego – DMT (występującego również naturalnie w ludzkim mózgu), oraz prace lekarza Karla Jansena z dysocjacyjnym psychodelikiem – ketaminą, mogą przedstawiać dowody na pewnego rodzaju biochemiczne i psychologiczne zmiany zachodzące w ludzkim mózgu w momencie śmierci.

Narkotyki te mogą symulować pewne ważne cechy doświadczenia bliskiego śmierci. Kiedy zapytałem Ricka Strassmana, jakie jest jego zdanie na temat związku DMT z doświadczeniem śmierci, odpowiedział: – Sądzę, że poziom DMT podczas śmierci wzrasta w związku ze stresem spowodowanym umieraniem i pośredniczy w występowaniu niektórych psychodelicznych aspektów tego stanu.

Kiedy jeden z późniejszych badaczy LSD, Timothy Leary, dowiedział się, że umiera na raka, stwierdził, że „jest podekscytowany i pozytywnie wstrząśnięty faktem, że rozpoczął obcowanie z największą tajemnicą ludzkiego życia”. Leary spędził ostatni rok swojego życia na świętowaniu jego doświadczaniu w doskonałym humorze, mimo swojej śmiertelnej choroby.

Jednakże, pomijając nawet ukrytą w nas tajemniczą, metafizyczną prawdę dotyczącą ostatecznego źródła świadomości, sam proces umierania wydaje się być złagodzony doświadczeniem psychodelicznym. Tak więc wszyscy możemy być wdzięczni za to współczesnej medycynie i cieszyć się, że powróciła ona do tych obiecujących metod terapii. Obecnie prowadzone są badania mające ukazać, jak LSD i psylocybina (psychoaktywny alkaloid „magicznych grzybów”) mogą pomóc osobom w zaawansowanym stadium raka, czy śmiertelnie chorym.

 

 

Filozof Ram Dass, spytany, czy jest coś, czego psychodeliki mogą nas nauczyć na temat śmierci, odpowiada: – Tak, bez wątpienia. Przypomina mi się jeden cytat z pracy Erika Katsa pracującego w latach sześćdziesiątych na Uniwersytecie Chicago. Pochodzi on od umierającej na raka pielęgniarki, która zażyła LSD: Wiem, że umieram na tę śmiertelną chorobę, ale spójrz na piękno Wszechświata.„.

 

Powszechnie uważa się, że psychodeliki dodają coś od siebie żeby wywołać określone stany – zwiększają aktywność, dorzucają halucynacje, poszerzają świadomość itp. Natomiast naukowcy zbadali ludzi pod wpływem psylocybiny i okazało się, że ten związek chemiczny zmniejsza aktywność w niektórych obszarach mózgu. Zredukowanie aktywności prowadzi do wpływu narkotyku na procesy poznawcze i pamięć. Psychodeliki, a w szczególności psylocybina, są swoistym reduktorem „szumu” ludzkiego umysłu.

Zanim zostało zdelegalizowane, terapeuci eksperymentowali z MDMA już od lat siedemdziesiątych minionego wieku, gdy starali się zwalczyć umiarkowaną depresję i niepokój wśród ich dorosłych pacjentów. Imprezy rave rozpowszechniły MDMA i zwróciły tym samym uwagę władz, przez co w 1985 roku środek został zakazany w Stanach Zjednoczonych. Jednakże badania wspomnianej wcześniej MAPS były kontynuowane i wykazały pozytywne efekty dla potencjonalnego zastosowania MDMA jako leku terapeutycznego. Różne badania statystyczne i kliniczne potwierdziły skuteczność narkotyku w leczeniu stresu pourazowego m. in. u weteranów wojskowych. Jednym z przykładów jest badanie kliniczne przeprowadzone przez Michaela Mithoefera, który prowadził psychoterapię wspomaganą MDMA w leczeniu przewlekłego zespołu stresu urazowego. Studium z 2009 roku zaoferowało wiarygodne wytłumaczenie skuteczności MDMA w leczeniu stresu pourazowego. U 15 zdrowych osób MDMA wywołało uwolnienie oksytocyny – hormonu związanego z uczuciem miłości i współczucia. Organizacja MAPS otrzymała niedawno zgodę rządu na badanie potencjału MDMA w leczeniu lęku społecznego wśród dorosłych z autyzmem.

Opór wobec środków psychodelicznych

 

Opór wobec zezwolenia na używanie środków psychodelicznych wywodzi się zarówno z religijnych, jak i ze świeckich wartości. Trudność w opisywaniu doświadczeń psychodelicznych w tradycyjnych terminach religijnych sugeruje pewną podstawę tego oporu. Człowiek Zachodu musi pożyczyć takie słowa jak samadhi czy moksha z języka indyjskiego, bądź satori czy kensho z języka japońskiego, by opisać doświadczenie jedności z wszechświatem. Nie mamy odpowiednich słów, gdyż nasza własna żydowska i chrześcijańska teologia nie akceptuje idei, że najgłębsza jaźń człowieka może być identyczna z Bogiem, choć chrześcijanie mogą twierdzić, że to było prawdą, ale wyłącznie w przypadku Jezusa Chrystusa. Żydzi i chrześcijanie myślą o Bogu w terminach politycznych i monarchistycznych, jako o zarządcy wszechświata, ostatecznym szefie. Oczywiste, że jest społecznie nieakceptowane i logicznie niedorzeczne, gdy jednostka twierdzi, że ona, osobiście, jest wszechmocnym i wszechwiedzącym władcą świata, któremu należy się odpowiednie uznanie i cześć.

Taki imperialistyczny i królewski pogląd na ostateczną rzeczywistość nie jest jednak konieczny ani uniwersalny. Hindusi i Chińczycy nie mają trudności w pojmowaniu tożsamości jaźni i Boga. Dla większości Azjatów, poza muzułmanami, Bóg porusza się i manifestuje świat w taki sam sposób, jak stonoga porusza setką nóg – spontanicznie, bez namysłu czy kalkulacji. Innymi słowy, rozumieją wszechświat poprzez analogię z organizmem bardziej niż mechanizmem. Nie postrzegają go jako artefakt czy konstrukcję pod świadomymi wskazówkami jakiegoś najwyższego technika, inżyniera czy architekta.

Jednak gdy w kontekście chrześcijańskiej czy żydowskiej tradycji jednostka stwierdza, że czuje się jednością z Bogiem, to jest ona podwójnie bluźniercza (wywrotowa) lub obłąkana. Takie doświadczenie mistyczne jest jawnym zagrożeniem dla tradycyjnych pojęć religijnych. Tradycja judeochrześcijańska zawiera monarchistyczny obraz Boga, a monarchowie, którzy rządzą siłą, nie boją się niczego bardziej niż nieposłuszeństwa. Kościół zatem zawsze był podejrzliwy w stosunku do mistyków, gdyż wydawali się nieposłuszni, twierdząc równość lub, gorzej, tożsamość z Bogiem. Z tego powodu Jan Szkot Erigena i Mistrz Eckhart zostali potępieni jako heretycy. To dlatego kwakrzy spotkali się z oporem przeciwko ich doktrynie Wewnętrznego Światła oraz ich odmowie ściągania nakryć głowy w kościele i sądzie. Kilku okazjonalnych mistyków może być w porządku, o ile będą liczyć się ze słowami, jak Św. Teresa z Awilli i Św. Jan od Krzyża, którzy utrzymywali, powiedzmy, metafizyczny dystans szacunku pomiędzy sobą a ich niebiańskim Królem. Jednak nic nie mogłoby być bardziej alarmujące dla eklezjastycznej hierarchii niż powszechny wybuch mistycyzmu, co mogłoby złożyć się na ustanowienie demokracji w królestwie niebiańskim – i taki alarm wszczęliby w równym stopniu katolicy, żydzi jak i fundamentalni protestanci.

Monarchistyczny obraz Boga, ze swym podtekstem niesmaku wobec nieposłuszeństwa, ma bardziej przejmujący wpływ, niż wielu chrześcijan mogłoby przyznać. Trony królewskie mają ściany zaraz za sobą, a wszyscy, którzy zjawiają się przed nim, muszą leżeć plackiem lub klęczeć, gdyż jest to niewygodna pozycja do wyprowadzenia nagłego ataku. Prawdopodobnie nigdy nie przyszło na myśl chrześcijanom, że podczas projektowania kościoła na wzór dworu królewskiego (bazyliki) i ustanawiając rytuały kościelne, implikują, że Bóg, jak każdy monarcha, obawia się. Zawarte jest to również w schlebianiu w modlitwach:

„O, Panie nasz, Ojcze niebieski na wysokości, potężny Królu nad królami, Panie panów, jedyny Władco książąt, który ze Swego tronu spoglądasz na wszystkich mieszkańców ziemi: serdecznie błagamy ciebie, byś łaskawie spojrzał…”

Człowiek Zachodu, który oznajmia świadomość jedności z Bogiem czy wszechświatem, zderza się w ten sposób ze społecznym pojęciem religii. Jednak w większości kultur azjatyckich takiemu człowiekowi pogratuluje się odkrycia prawdziwego sekretu życia. Dotarł on, przypadkiem lub poprzez naukę jogi czy zen, do stanu świadomości, w którym doświadcza bezpośrednio i żywo tego, co nasi właśni naukowcy uznają za prawdę w teorii. Gdyż ekolog, biolog i fizyk wiedzą (lecz czasem i czują), że każdy organizm stanowi pojedyncze pole zachowania albo proces ze swym środowiskiem. Nie ma sposobu na oddzielenie tego, co jakikolwiek organizm robi, od tego, co jego środowisko robi, z tego też powodu ekolodzy nie mówią o organizmach w środowisku, lecz o organizmo-środowiskach. Stąd też słowa „ja” i „jaźń” powinny właściwie znaczyć to, co czyni cały wszechświat w tym szczególnym „tu i teraz” zwanym Janem Kowalskim.

Królewskie pojęcie Boga czyni tożsamość jaźni i Boga lub jaźni i wszechświata niepojętymi w religijnych terminach Zachodu. Różnica pomiędzy wschodnimi a zachodnimi pojęciami człowieka i jego świata rozciąga się jednak poza ściśle religijne terminy. Zachodni naukowiec może racjonalnie pojąć ideę organizmo-środowiska, lecz zwyczajnie nie czuje on tego, że to prawda. Poprzez kulturowe i społeczne warunkowanie został on zahipnotyzowany, by doświadczać siebie jako ego – wyizolowanego centrum świadomości i woli wewnątrz worka ze skóry, stawiającego czoła zewnętrznemu i obcemu światu. Mówimy: „Przyszedłem na ten świat”. Lecz nie zrobiliśmy nic podobnego. Wyrośliśmy z niego w dokładnie ten sam sposób, w jaki owoc wyrasta z drzewa. Nasza galaktyka, nasz kosmos zaludnia się w taki sam sposób, w jaki jabłoń rodzi jabłka.

Taka wizja świata zderza się z ideą monarchistycznego Boga, z pojęciem oddzielnego ego, a nawet ze świecką, ateistyczno-agnostyczną mentalnością, która wyprowadza swój zdrowy rozsądek z mitologii dziewiętnastowiecznych naukowców. Zgodnie z tym poglądem wszechświat jest bezmyślnym mechanizmem, a człowiek rodzajem przypadkowego mikroorganizmu nawiedzającego drobną, kulistą skałę, która obraca się wokół nieważnej gwiazdy na obrzeżu jednej z mniejszych galaktyk. Ta „umniejszająca” teoria człowieka jest niesłychanie powszechna wśród pseudo-naukowców, takich jak socjologowie, psychologowie i psychiatrzy, których większość wciąż myśli o świecie w kategoriach mechaniki newtonowskiej, i którzy nigdy nie pojęli idei Einsteina i Bohra, Oppenheimera i Shrodingera. Zatem gdy zwykłemu, zinstytucjonalizowanemu psychiatrze jakikolwiek pacjent zrobi choćby najmniejszą aluzję do mistycznego czy religijnego przeżycia, to automatycznie zostanie zdiagnozowany jako obłąkany. Z punktu widzenia mechanistycznej religii jest on heretykiem, więc zostają mu zaaplikowane elektrowstrząsy jako nowoczesna forma łamacza palców i koła. I przypadkowo to tylko ten rodzaj pseudo-naukowca, jako konsultant rządu i agencji wprowadzających prawa, dyktuje oficjalną politykę odnośnie używania środków psychodelicznych.

Niezdolność do akceptacji doświadczenia mistycznego jest czymś więcej niż tylko intelektualną przeszkodą. Brak świadomości podstawowej jedności organizmu i środowiska jest poważną i niebezpieczną halucynacją. Gdyż w cywilizacji wyposażonej w ogromną moc technologiczną poczucie wyobcowania pomiędzy człowiekiem a naturą prowadzi do użycia technologii w duchu wrogości – do „podboju” natury zamiast inteligentnej współpracy z nią. W rezultacie niszczymy nasze środowisko, Los Angelizujemy świat, zamiast go cywilizować. Jest to główna groźba wisząca nad głową Zachodu, jego kultury technologicznej, i żadne przemawianie do rozsądku czy ponure kazania nie wydają się pomagać. Po prostu nie odpowiadamy na prorocze i moralizatorskie techniki argumentacji, na których żydzi i chrześcijanie zawsze polegali. Lecz ludzie mają niejasne poczucie tego, co jest dla nich dobre – nazwijcie to „nieświadomym samoleczeniem”, „instynktem przeżycia”, „pozytywnym potencjałem wzrostu” czy jak jeszcze chcecie. Wśród wykształconych młodych jest zatem zdumiewające i bezprecedensowe zainteresowanie transformacją ludzkiej świadomości. Na całym zachodnim świecie wydawcy sprzedają miliony książek dotyczących jogi, wedanty, buddyzmu zen i chemicznego mistycyzmu środków psychodelicznych, i doszedłem do wniosku, że cała subkultura hippisów, choć sprowadzona na manowce w niektórych swych przejawach, jest szczerym i odpowiedzialnym wysiłkiem młodych ludzi w kierunku skorygowania autodestrukcyjnego biegu cywilizacji przemysłowej.

Treść przeżycia mistycznego jest zatem niespójna z religijnymi i świeckimi pojęciami tradycyjnej zachodniej myśli. Ponadto, przeżycia te dają często w rezultacie postawy, które zagrażają autorytetowi nie tylko ustanowionych kościołów, lecz również świeckiego społeczeństwa. Nie obawiający się śmierci i bez światowych ambicji ci, którzy mieli doświadczenia mistyczne, są głusi na groźby i obietnice. Co więcej, ich poczucie względności dobra i zła wzbudza podejrzenie, że nie mają oni ani sumienia, ani szacunku dla prawa. Użycie psychodelików w Stanach Zjednoczonych przez piśmienną klasę burżuazyjną znaczy, że ważny segment populacji jest obojętny na tradycyjne nagrody i sankcje społeczeństwa.

W teorii, istnienie wewnątrz naszego świeckiego społeczeństwa grupy, która nie akceptuje konwencjonalnych wartości, jest spójne z naszą polityczną wizją. Lecz jednym z wielkich problemów Stanów Zjednoczonych, prawnie i politycznie, jest to, że nigdy nie mieliśmy dość odwagi do własnych poglądów. Republika jest założona na cudownie zdrowej zasadzie, że społeczność ludzka może istnieć i prosperować tylko na podstawie wzajemnego zaufania. Metafizycznie, amerykańska rewolucja była odrzuceniem dogmatu grzechu pierworodnego, który jest poglądem, że skoro nie możesz ufać sobie ani innym ludziom, to musi być jakiś Wyższy Autorytet, by utrzymać nas w porządku. Dogmat ten został odrzucony, ponieważ jeśli prawdą jest, że nie możemy ufać sobie i innym, to wynika z tego, że nie możemy ufać Wyższemu Autorytetowi, którego sami sobie wyobrażamy i słuchamy, oraz że sama idea naszej niegodności zaufania jest niegodna zaufania!

Obywatele Stanów Zjednoczonych wierzą, lub powinni wierzyć, że republika jest najlepszą formą rządów. Jednak powstaje ogromny zamęt z prób bycia republikaninem w polityce i monarchistą w religii. Jak republika może być najlepszą formą rządów, skoro wszechświat, niebo i piekło są monarchią? Stąd, pomimo teorii jednomyślnego rządu opartego na wzajemnym zaufaniu, ludzie w Stanach Zjednoczonych podtrzymują, na mocy autorytatywnego tła ich religii i początków narodu, całkowicie naiwną wiarę w prawo jako pewien rodzaj nadprzyrodzonej i ojcowskiej mocy. „Powinno być prawo zabraniające tego!” Nasi urzędnicy wprowadzający prawa są zatem zmieszani, zahamowani i zbici z tropu – nie wspominając o tym, że są skorumpowani – gdy są proszeni o wprowadzenie drogich praw, często eklezjastycznego pochodzenia, których ogromna większość ludzi nie zamierza słuchać, i które, w każdym bądź razie, są ogromnie trudne lub nawet niemożliwe do wprowadzenia – na przykład wykluczenie czegoś tak trudno wykrywalnego jak LSD-25 z międzynarodowego i międzystanowego handlu.

W końcu są dwa szczególne powody przeciwko użyciu środków psychodelicznych. Po pierwsze, ich użycie może być niebezpieczne. Jednakże każde warte zachodu badanie jest niebezpieczne – wspinaczka górska, testowanie odrzutowca, lot rakietą w kosmos, skoki ze spadochronem czy kolekcjonowanie botanicznych gatunków w dżunglach. Lecz jeśli cenisz wiedzę i faktyczną radość eksploracji bardziej niż zwykłe trwanie nieszczególnego życia, to chcesz zaryzykować. Naprawdę nie jest zdrowa dla mnichów praktyka poszczenia, oraz niezbyt higieniczne było dla Jezusa dać się ukrzyżować, lecz to jest właśnie ryzyko, które pociągają za sobą duchowe przygody. Dziś żądni przygód młodzi podejmują ryzyko badania swej psychiki, testując swe charaktery w praktyce tak, jak w przeszłości sprawdzali je – brutalniej – w polowaniu, pojedynkach, wyścigach samochodowych i grze w piłkę nożną. Potrzebują oni nie zakazów i policjantów, lecz jak najinteligentniejszej zachęty i rady, jaka jest możliwa.

Po drugie, zażywanie narkotyków może być krytykowane jako ucieczka od rzeczywistości. Jednakże taka krytyka zakłada niesprawiedliwie, że doświadczenia mistyczne są same w sobie ucieczką i czymś nierealnym. LSD, w szczególności, nie jest w żaden sposób miękką ucieczką od rzeczywistości. Może łatwo stać się doświadczeniem, w którym musisz postawić swoją duszę przeciwko wszystkim diabłom piekielnym. Dla mnie było to czasem przeżycie, w którym byłem kompletnie zagubiony w korytarzach umysłu, jednocześnie odnosząc to zagubienie do ścisłego porządku logiki i języka, coś symultanicznie obłąkanego i normalnego. Lecz poza tymi okazjonalnymi epizodami zagubienia i obłędu istnieją doświadczenia świata jako systemu totalnej harmonii i wspaniałości, a nauka odnoszenia ich do porządku logiki i języka może jakoś tłumaczyć jak to, co William Blake nazwał „energią, która jest wieczną radością” może składać się na nędzę i cierpienie codziennego życia.

Niewątpliwie mistyczne i religijne intencje większości zażywających psychodeliki, nawet jeśli niektóre z nich są szkodliwe dla fizycznego zdrowia, wymagają, by ich wolne i odpowiedzialne użycie było zwolnione od prawnych ograniczeń w jakiejkolwiek republice, która utrzymuje konstytucyjne oddzielenie kościoła i stanu. Do stopnia w jakim przeżycie mistyczne zgadza się z tradycją szczerej religijnej troski, i do stopnia, w którym psychodeliki wywołują to przeżycie, zażywający je powinni mieć zapewnioną pewną konstytucyjną ochronę. Także do stopnia, w którym psychologia religii może skorzystać z takich narkotyków, badacze ludzkiego umysłu muszą mieć wolność do ich używania. Podług obecnych przepisów, ja, jako doświadczony badacz psychologii religii, nie mogę już kontynuować badań na tym polu. Jest to barbarzyńskie ograniczenie duchowej i intelektualnej wolności, sugerujące, że prawny system Stanów Zjednoczonych jest, mimo wszystko, w tajnym przymierzu z monarchistyczną teorią wszechświata, i będzie zatem zabraniał i prześladował religijne idee i praktyki bazujące na organicznej i zjednoczonej wizji wszechświata.

Alan Watts

 

.

„Lek dla duszy” – Albert Hofmann

lsd hofman

 

„Dzięki LSD przekonałem się, które normy społeczne i nakazy są we mnie aktywne, a od których mogę się uwolnić.” – Christian Ratsch

[Pod wpływem LSD] „widziałem wszelkiego rodzaju radosne kolory, zwłaszcza róże i czerwienie, bardzo rozświetlone i podniecające, i miałem kilka wielkich olśnień na temat siebie.” – Philip Kindred Dick

„Trzy niemożliwe do uniknięcia cele sesji LSD to: odkrycie i miłość z Bogiem, odkrycie i miłość z samym sobą, oraz odkrycie i miłość z kobietą. Nie możesz tego dokonać z samym sobą, jeżeli nie uczyniłeś tego z nieskończonym, otaczającym cię procesem energii i nie możesz zrobić tego z kobietą, dopóki nie zrobisz tego z sobą.” – Timothy Leary

„Być może w pewnym stopniu straciliśmy z oczu faktu , że LSD może być bardzo pomocne w naszym społeczeństwie , jeżeli jest stosowane prawidłowo „ – senator Robert F. Kennedy

„Jedną z największych przyjemności sprawia mi obecnie odrobina LSD podczas spektaklu „Zmierzchu bogów” Wagnera. Wtedy czuję, że jestem naprawdę blisko nieba. Dzięki dietyloamidowi kwasu lizergowego wszystko odbiera się intensywniej, otwierają się coraz to nowe głębsze perspektywy. To działa jednak tylko przy użyciu małej dawki, bo „Zmierzch bogów” to już jest odlot sam w sobie.” – Christian Ratsch

„Dzisiaj młody człowiek na kwasie zdał sobie sprawę, że cała materia jest jedynie energia skondensowaną do niskich wibracji, że wszyscy jesteśmy jedną świadomością doświadczającą siebie subiektywnie. Nie ma czegoś takiego jak śmierć, życie jest tylko snem, a my wyobrażeniami samych siebie.” – William Melvin „Bill” Hicks (w fragmencie wystąpienia)

 

.

Aktywizujące mózg działanie LSD

psychedelics

LSD (ang. lysergic acid diethylamide – dietyloamid kwasu lizergowego) to półsyntetyczna substancja psychoaktywna, otrzymywana za pomocą wieloetapowej syntezy ze sporyszu, a konkretnie alkaloidu zawartego w grzybie –  ergotaminy. Po raz pierwszy zsyntetyzowane zostało w roku 1938 przez szwajcarskiego chemika Alberta Hofmanna w laboratoriach firmy Sandoz. Początkowo miało służyć, jako lek działający pobudzająco na układ krwionośny i oddechowy. Po czasie odkryto jednak psychoaktywne właściwości substancji. Warto wspomnieć, że LSD to jedna z najmocniejszych substancji psychodelicznych na świecie.

Niestety w chwili obecnej przeprowadzenie badania przy użyciu tej substancji, jest bardzo utrudnione. Wszystko za sprawą jej statusu prawnego. LSD jest wpisane na listę substancji zakazanych i jego posiadanie oraz wytwarzanie jest zakazane.

Dopiero ostatnio, po wielu latach udało się wznowić badania. Profesor David Nutt po wieloletnich staraniach w końcu uzyskał odpowiednie pozwolenia – wszystko dzięki crowdfundingowej kampanii. Nutt znalazł dwudziestu zdrowych młodych ludzi, którzy zdecydowali się na uczestnictwo w eksperymencie przeprowadzonym ostatecznie na terenie Imperial College London. Obecnie badacze dysponując już dużo bardziej zaawansowanym sprzętem niż sprzed delegalizacji psychodelików. Po raz pierwszy w historii przeprowadzili badanie mózgu rezonansem magnetycznym u osób pod wpływem LSD. W czasie eksperymentu, pod kierownictwem profesora psychofarmakologii Davida Nutta, grupa 20 uczestników spróbowała 75 mikrogramów LSD. Podczas drugiego dnia uczestnikom podano placebo i również skanowano ich mózgi.

Dostarczone zdjęcia pozwoliły zobaczyć naukowcom, które obszary mózgu były aktywowane przez substancję. Zaobserwowano również, że poszczególne partie mózgu, które zwykle pracują osobno, zaczęły wysyłać do siebie sygnały, jako odpowiedz na działanie środka.

 

Jednym z najbardziej zaskakujących wniosków (przynajmniej dla niektórych) było to, że uczestnicy eksperymentu byli w stanie postrzegać rzeczywistość w zupełnie inny sposób niż  w normalnym stanie świadomości. Obróbka obrazu widzialnego angażowała u nich nie tylko korę mózgową, lecz również wiele innych obszarów. Obszary o różnych funkcjach  zadaniowych, podczas doświadczenia psychodelicznego współdziałały ze sobą.

„Zmiany, które zasugerowali nasi uczestnicy pokryły się z wynikami naszych pomiarów, chociaż zamiast widzieć rzeczywistość uczestnicy widzieli obraz powstawały raczej w ich wyobraźni” wyjaśnia Robin Carhart-Harris członek zespołu badawczego.

„Nie mniej jednak do przetwarzania informacji wizualnych zaangażowanych zostało o wiele więcej obszarów mózgu niż zwykle, nawet wtedy, gdy uczestnicy mieli zamknięte oczy”.

 

Poniżej znajdziecie zdjęcia porównujące aktywność mózgu pod wypływem LSD oraz placebo.

lsd-placebo

Naukowcy wyjaśniają, że pod wpływem środka, nasz mózg zaczyna działać według odmiennych niż zazwyczaj zasad – części, które nie komunikują się ze sobą nawiązują kontakt, a te które zwykle kooperują zrywają łączność.

„Pod wpływem LSD odrębność różnych sieci neurologicznych załamuje się, zamiast tego widzimy bardziej zintegrowany i ujednolicony umysł” komentuje Carhart-Harris. Jak skomentował kierownik badań „neurolodzy od kilkudziesięciu lat czekali na tę chwilę”. Wyniki opublikowane w Proceedings of the National Academy of Sciences to kolejny krok na rzecz ruchu badań nad psychodelikami.

„To jest Bozon Higgsa (red. Boska Cząstka) w świecie neurologii. Środowisko z jednej strony miało obawy, z drugiej nieodpartą chęć, aby przezwyciężyć wszelkie przeszkody i w końcu to zrobić”.

Zrozumienie tego, w jaki sposób LSD działa na umysł jest kluczem we współczesnym podejściu do zastosowań leczniczych. To, że substancje psychodeliczne stanowią potężne narzędzie do pracy z umysłem nie jest nowością. Takie badania oraz terapie prowadził między innymi Stanislav Grof. Efekty z terapii psychodelicznej często przerastały zrozumienie świata nauki i z jakiegoś powodu nie były mile widziane w świecie polityki.

„W końcu udało nam się ujawnić mechanizmy mózgowe leżące u podstaw nie tylko terapeutycznego potencjału LSD, lecz również zrozumienia samej świadomości” skomentowała wyniki Amanda Feilding z fundacji Berkley, która sfinansowała badanie.

To jednak nie wszystko, bowiem obszary mózgu, które w normalnych warunkach nie komunikują się ze sobą, zaczęły nagle wysyłać do siebie sygnały. To może tłumaczyć, dlaczego użytkownicy LSD często donoszą o „poczuciu jedności z wszechświatem” oraz utraceniu własnej tożsamości, co często określane jest mianem „rozpuszczania się ego”.

Badania jak najbardziej zbliżone są we wnioskach. Psychodeliczne substancje mają olbrzymi potencjał terapeutyczny, rozwijający talenty twórcze, wzbogacające osobowość. Nie należy również zapominać, że to bardzo silne narzędzie. Jak każde stanowi niebezpieczeństwo, gdy jest wykorzystane bez gruntownej wiedzy i praktyki. Większość substancji psychodelicznych jest w Polsce nielegalnych. Należy zaznaczyć, że nielegalne jest ich posiadanie, a nie samo doświadczenie psychodeliczne.

 

źródło: Proceedings of the National Academy of Sciences

 

INFORMUJĘ, ŻE NIE PROPAGUJE ZAŻYWANIA ŻADNYCH ZAKAZANYCH SUBSTANCJI A PRZEDSTAWIAM JEDYNIE WYNIKI BADAŃ I PROWOKUJĘ MERYTORYCZNĄ DYSKUSJĘ NA ICH TEMAT. PRZY ARGUMENTACJI ZAWSZE OPIERAM SIĘ NA MOŻLIWIE NAJPEWNIEJSZYCH ŹRÓDŁACH. JEŻELI NA STRONIE POJAWI SIĘ JAKAŚ MERYTORYCZNA NIEŚCISŁOŚĆ BARDZO PROSZĘ O KONTAKT (ZAKŁADKA KONTAKT).

LSD JEST W POLSCE NIELEGALNE, POSIADANIE JEST KARANE. NALEŻY PAMIĘTAĆ, ŻE ZAŻYWANIE LSD NA WŁASNĄ RĘKĘ JEST BARDZO RYZYKOWNE. U OSÓB Z GRUPY RYZYKA ZACHOROWANIA NA SCHIZOFRENIĘ LUB CHORYCH NA NIĄ, MOŻE WYWOŁYWAĆ M.IN. PSYCHOZY.  ŻADNE LEKI I SILNE SUBSTANCJE NIE POWINNY BYĆ UŻYWANE BEZ SPECJALISTYCZNEJ WIEDZY O NICH ORAZ NIEZGODNIE Z PRAWEM.

Rytualne i terapeutyczne użycie środków psychodelicznych – historia badań

Psychodeliki w terapii

Stanislav Grof o badaniach pod kątem rytualnego i terapeutycznego użycia środków psychodelicznych. Od pierwotnych plemion po współczesne terapie…

(…)

Jako takie nie występują one w naturze, ale ich chemiczni prekursorzy to lotne tłuszcze, które można znaleźć w gałce muszkatołowej. W studiach antropologów, którzy badali rytualne użycie środków szafranie, sasafrzanie1 i innych roślinach i produktach botanicznych. psychodelicznych w różnych kulturach aborygeńskich, znaleźć można nadzwyczajne twierdzenia powiązane z tymi substancjami. Dotyczą one między innymi diagnozowania chorób lub czarnej magii i czarodziejstwa; psychosomatycznego i emocjonalnego uzdrawiania; komunikowania się ze światem duchów, przodków, bóstw i demonów, powrotu do własnych źródeł; otwarcia ponadzmysłowych kanałów percepcji (telepatia, jasnowidzenie, psychometria, projekcja astralna); przekraczania progu śmierci, a w konsekwencji utraty lęku przed umieraniem; komunii z siłami natury, życiem roślin i zwierząt; wzmocnienia więzi między członkami wspólnoty itd.

Zważywszy na ogromną różnorodność i zakres tych zjawisk, wiele z nich leży daleko poza strukturą pojęciową tradycyjnej psychologii i filozofii zachodniej nauki. Nie zaskakuje także to, że zachodni naukowcy i wykształceni laicy twierdzenia te traktują jednakowo – z przymrużeniem oka. Jednakże laboratoryjne i kliniczne badania nad środkami psychodelicznymi, które miały miejsce podczas złotej ery w latach 50-tych i 60-tych, przyniosły niespodziewane potwierdzenie wierzeń dotyczących ich działania, podtrzymywanych przez kulturę starożytną i aborygeńską. Podważyły one równocześnie wiele fundamentalnych założeń i uprzedzeń nauki newtonowsko-kartezjańskiej.

Pierwszym krokiem w tym kierunku było uznanie, że główne psychodeliki nie wywołują specyficznych stanów farmakologicznych (toksycznych psychoz), ale są one niespecyficznymi wzmacniaczami procesów mentalnych (unspecific amplifiers of mental processes). Eksploracja ludzkiej psyche za pomocą tych silnie katalizujących pośredników wykazała poza jakąkolwiek wątpliwość, że rozwinięty przez Freuda model „głębokiej” psychologii, ledwo zadrasnął powierzchnię mentalnej dynamiki.

By wytłumaczyć wszystkie nadzwyczajne doświadczenia i obserwacje pochodzące ze stanów psychodelicznych, konieczne było rozwinięcie mocno rozszerzonej kartografii ludzkiego umysłu. Kartografię tę, opisaną w pierwszej części książki i zilustrowaną za pomocą wielu klinicznych przykładów, wykorzystywać można jako ujednolicającą strukturę pojęciową, która rzuca nowe światło na bogaty świat psychodelicznych obserwacji i sprowadza je do wspólnego mianownika.

Nowy model jest tak obszerny, że może objąć wszystkie lub większość zjawisk opisanych w różnych okresach historycznych i w różnych państwach świata w związku z substancjami psychodelicznymi. Jednakże różne kultury i epoki uwydatniają i kultywują także pewne specyficzne obszary doświadczeń i ich połączeń. Tak więc, na przykład, starożytne rytualy śmierci i odrodzenia, takie jak misteria eleuzyjskie, które odprawiano przez blisko dwa tysiąclecia w Grecji, wydają się skupiać na całkowitym przeobrażeniu, powiązanym z dynamiką perinatalną: konfrontacją ze śmiercią, transcendencją, trwałymi zmianami w doświadczaniu życia, hierarchią wartości i relacjami względem kosmosu.

Dionizos podaje puchar ze świętym napojem Persefonie - VI wiek p. n. e.
Dionizos podaje puchar ze świętym napojem Persefonie – VI wiek p.n.e.

Przemiany te były ściśle związane z pozbyciem się lęku przed śmiercią. Wasson, Hofmann i Ruck w swojej książce Road to Eleusis, zebrali imponujące dowody, które sugerują, że święta dawka używanego w Eleusis kykeonu2  zawierała pochodne chemiczne zbliżone do LSD (Wasson, Hofmann i Ruck 1978).

Tak zwane ryty przejścia, wielkie rytualne wydarzenia, odtwarzane przez różne aborygeńskie kultury w czasie ważnych biologicznych i społecznych zmian, obracały się wokół triady: narodziny, seks, śmierć i obejmowały doświadczenia charakterystyczne dla trzeciej matrycy perinatalnej3 (BPM III). Nowicjuszy poddaje się tutaj silnym doświadczeniom związanym z psychologiczną śmiercią i ponownymi narodzinami.

Interpretuje się to potem jako śmierć starej biologicznej lub społecznej roli i narodziny nowej. Tak więc na przykład w rytuałach dojrzewania chłopcy i dziewczęta umierają jako dzieci i rodzą się jako dorośli. Różne kultury mogą ponadto uwydatniać różne królestwa transpersonalnego doświadczenia, jako części symbolicznego kontekstu tych rytów. Wiąże się to na przykład z kosmologicznymi motywami mitologicznymi, zwrotem ku dziedzictwu przodków, połączeniem ze zwierzęcym totemem bądź uczestnictwem w rytuałach specyficznych bóstw i demonów.

Podczas „choroby szamańskiej”, która rozpoczyna działalność wielu szamanów, przeżycia zdominowane są zazwyczaj przez silne elementy perinatalne. Proces śmierci i odrodzenia przyjmuje formę zstąpienia do świata podziemnego, tortur, rozczłonkowania ciała i unicestwienia przez demony i wreszcie – wejścia do wyższego świata. Doświadczenia transpersonalne skupiają się na elementach natury – głębokim powiązaniu z siłami kosmosu, zwierzętami i ich duchami, życiem roślin i z przedmiotami nieożywionymi. Rozwój ESP (red. zdolności parapsychicznych) , kreatywna inspiracja i zdolność do diagnozowania oraz leczenia chorób towarzyszą też z reguły głębokim i dobrze zintegrowanym transpersonalnym doświadczeniom szamańskim.

Pewne rytualne wzorce wiążą się z innymi typami transpersonalnych przeżyć, takimi jak komunikacja lub nawet opętanie przez bóstwa czy demony i inne archetypowe istoty, uzdrowienie za pośrednictwem duchowych przewodników lub zwierzęcych pomocników, różne formy zjawisk parapsychologicznych i doświadczenia rasowe lub zbiorowe. Tutaj kontekst kulturowy i społeczny oraz wykorzystywane techniki otwierają, jak się wydaje, odpowiednie kanały do różnych poziomów i dziedzin opisywanej wcześniej kartografii. Doświadczenia empatii lub znaczącego powiązania z innymi i poczucie przynależności do grupy często można zaobserwować zarówno po silnych przeżyciach perinatalnych, jak i transpersonalnych.

Trzeba podkreślić, że powyższe doświadczenia, charakterystyczne dla misteriów śmierci i odrodzenia, rytów przejścia, „choroby szamańskiej” i innych rytuałów, występują w strukturach wykorzystujących substancje psychodeliczne oraz w tych, które wiążą się ze stosowaniem silnie działających środków niefarmakologicznych. Fakt ten potwierdza główną tezę tej książki, że nie ma zasadniczej różnicy między doświadczeniami psychodelicznymi i niezwykłymi stanami świadomości, które spowodowane są przez inne techniki, takie jak manewrowanie oddechem, śpiew i bębnienie, transowy taniec, praktyki medytacyjne i inne.

Wspomniałem już powyżej, że badania psychodeliczne potwierdziły wiedzę dotyczącą stanów psychodelicznych, zgromadzoną przez różne kultury niezachodnie. Dzisiejsi psychologowie, psychiatrzy i antropologowie stoją przed wyzwaniem, które dotyczy ponownego zinterpretowania tych obserwacji, tak by były one zgodne z nowoczesną zachodnią psychologią i filozofią nauki. Zważywszy na główny wątek tej książki, szczególnie interesujące jest zbadanie, jak twierdzenia, które dotyczą uzdrawiającego potencjału środków psychodelicznych, zniosą test nowoczesnych technik naukowych.

Często dramatyczne i głębokie efekty wywoływane przez środki psychodeliczne aplikowane w warunkach klinicznych i laboratoryjnych sugerują możliwość wykorzystania tych substancji jako czynników terapeutycznych. Stąd metoda ta funkcjonowała oficjalnie podczas pierwszej fali zainteresowania psychodelikami, co miało miejsce w pierwszych dekadach tego stulecia, kiedy to badania skupiały się głównie na meskalinie. Powierzchowne rozumienie efektów działania tego narkotyku doprowadziło jednak do konkluzji, że powoduje on toksyczną psychozę, stan, który nie zasługuje na terapeutyczne zainteresowanie.

imagesMożliwość terapeutycznego użycia LSD zasugerował po raz pierwszy Condrau w roku 1949, zaledwie dwa lata po tym, jak Stoll opublikował w Szwajcarii pierwsze naukowe studium na temat LSD (Condrau 1949). We wczesnych latach 50-tych kilku badaczy, niezależnie od siebie, poleciło LSD jako środek pomocniczy w psychoterapii, który może pogłębić i zintensyfikować proces terapeutyczny. Pionierami tej metody byli Busch i Johnson (l950) oraz Abramson (l955) w Stanach Zjednoczonych, Sandison, Spencer i Whitelaw (l954) w Anglii oraz Frederking (l953) w Niemczech.

Pierwsze raporty dotyczące tych badań wzbudziły poważne zainteresowanie i zachęcały psychiatrów i psychologów różnych państw świata do przeprowadzania własnych terapeutycznych eksperymentów z LSD i innymi środkami psychodelicznymi. Wiele raportów opublikowanych w okresie ponad dwudziestu lat potwierdziło pierwsze twierdzenia, że psychodeliki mogą przyspieszyć proces psychoterapeutyczny i skrócić czas konieczny do leczenia różnych zaburzeń emocjonalnych i psychosomatycznych.

Ponadto pojawiły się liczne studia wskazujące na psychoterapię wspomaganą przez LSD jako skuteczną metodę w leczeniu tych psychicznie chorych pacjentów, których psychoanaliza i inne typy psychoterapii określały jako przypadki beznadziejne. Wielu indywidualnych badaczy i zespołów terapeutycznych informowało o mniejszych lub większych sukcesach w pracy z chronicznymi alkoholikami, narkomanami, socjopatami, kryminalnymi psychopatami, seksualnymi dewiantami i ludźmi cierpiącymi na poważne zaburzenia osobowości.

Obraz Alexa Greya
Obraz Alexa Greya

We wczesnych latach 60-tych odkryto nowe i ekscytujące zastosowanie psychoterapii psychodelicznej; dotyczyło ono chorych na raka pacjentów w końcowym okresie rozwoju nowotworu i innych nieuleczalnie chorych. Studia nad umierającymi osobami wskazywały, że sposób ten nie tylko był w stanie złagodzić emocjonalne cierpienie i sprawić ulgę w dokuczliwym fizycznym bólu, ale także dramatycznie przeobrazić koncepcję śmierci i zmienić stosunek do umierania (Grof i Halifax 1977).

Od ponad trzydziestu lat podejmowane są wysiłki w celu wprowadzenia LSD i innych psychodelików jako środka stosowanego podczas terapii zaburzeń emocjonalnych. Odkąd pojawiły się pierwsze kliniczne raporty, w badania nad ich terapeutycznym potencjałem włożono wiele energii i czasu oraz opublikowano wiele setek profesjonalnych dokumentów na ten temat. Jak należy się spodziewać po każdej nowej dziedzinie o tak olbrzymiej złożoności i rewolucyjnym znaczeniu, historia terapii psychodelicznej ma za sobą ciężkie doświadczenia i błędy.
grofPodczas ostatnich trzydziestu lat zaproponowano i przetestowano wiele różnych technik terapeutycznego użycia LSD i innych psychodelików. Niektóre z tych sposobów nie oparły się próbie czasu i poniechano ich. Inne zostały wysubtelnione, zmodyfikowane i zasymilowane przez terapeutów do bardziej wyszukanych procedur leczenia. Próba prześledzenia poszczególnych faz tego skomplikowanego procesu wykraczałaby poza zasięg tej prezentacji. Zainteresowani czytelnicy szersze omówienie tego tematu znajdą w mojej książce LSD Psychotherapy (Grof 1980). W tym kontekście spróbuję jedynie pokrótce przedstawić kliniczne wykorzystanie psychodelików, prześledzić najważniejsze prądy i skupić się na tych modelach leczenia, które zasługują na uwagę z punktu widzenia naszej obecnej wiedzy.

Metody odrzucone ze względu na to, że zbyt upraszczały problem i nie doceniały złożoności efektów wywoływanych przez środki psychodeliczne, postrzegały te substancje po prostu jako kolejną grupę środków chemicznych i pragnęły jedynie wykorzystać ich właściwości farmakologiczne. Chodzi tu o próby wykorzystania LSD jako leku przeciwko depresji, związku powodującego szok, środka abreaktywnego (red. łagodzącego napięcie) lub leku, który może zaktywizować chroniczne i stałe kliniczne uwarunkowania i uczynić pacjenta bardziej podatnym na tradycyjne leczenie psychiatryczne.

Badacze, którzy nie stracili zaufania do terapii psychodelicznej, mimo różnych sprzecznych raportów w początkowej erze jej istnienia, doszli do wniosku, że substancje psychodeliczne są mniej lub bardziej nieokreślonymi wzmacniaczami czynników o naturze niefarmakologicznej (zmienne ponadfarmakologiczne). Najważniejszymi z nich są struktura osobowości podmiotu, osobowość przewodnika lub obserwatora, relacje terapeutyczne, natura i stopień konkretnej pomocy psychoterapeutycznej oraz fizyczny i interpersonalny kontekst sesji.

Wszystko, co mogą zrobić psychodeliczne leki, to zaktywizować psyche i pośredniczyć w wyłonieniu się podświadomych i nadświadomych treści w świadomości. Bez względu na to, czy proces ten będzie terapeutyczny, czy też destrukcyjny i dezorganizujący, jest on zdeterminowany przez całe spektrum wpływów, które nie mają nic wspólnego z farmakologicznymi efektami tych związków. Ponieważ czynnik otoczenia, w którym odbywa się sesja, posiada wielką wagę, samo podanie psychodelików nie spowoduje magicznych rezultatów. Środki te zawsze powinny być stosowane w strukturze złożonego programu psychoterapeutycznego.

Nawet jeśli ograniczymy się do wykorzystania środków psychodelicznych w kontekście psychoterapeutycznym, to na wiele różnych sposobów można łączyć pewne dwa interesujące elementy, które zostaną opisane poniżej. Mniej interesujące możliwości to: wykorzystanie małych dawek, aby ułatwić proces psychoterapeutyczny, sporadyczne podanie psychodelików w trakcie psychoterapii nie związanej z narkotykami, w celu zwalczenia mechanizmów obronnych i oporów, użycie małych dawek podczas psychoterapii grupowej i łączenie hipnozy z zażyciem środków psychodelicznych, czyli terapia hipnodeliczna (Levine i Ludwig 1967). Na większą uwagę i zainteresowanie zasługują dwie techniki psychoterapeutyczne wykorzystujące narkotyki: leczenie psycholityczne i psychodeliczne.

Terapia psycholityczna. Termin „psycholityczny” wprowadzony został przez brytyjskiego badacza i pioniera terapii wykorzystującej LSD, Ronalda A. Sandisona. Jego rdzeń, lytic (z greckiego lysis = rozwiązanie), sugeruje proces wyzwolenia napięć lub rozwiązania konfliktów w psyche. Ta metoda leczenia przedstawia teoretycznie, a także praktycznie, modyfikację i rozszerzenie freudowskiej analizy.

Wymaga ona podania całej serii (l5 – l00) średnich dawek psychodelików w odstępach jedno- lub dwutygodniowych. Terapia psycholityczna służy stopniowej eksploracji głębokich warstw nieświadomości. Terapeuta obecny jest zazwyczaj przez kilka godzin w kulminacyjnej fazie sesji, daje wsparcie i szczególne interpretacje, gdy są one konieczne. Wszystkie zjawiska, które pojawiają się podczas sesji lub w przerwach pomiędzy nimi, bada się, wykorzystując podstawowe freudowskie zasady terapeutyczne.

Terapia psychodeliczna. Termin „psychodeliczny” po raz pierwszy został zaproponowany przez psychiatrę i badacza LSD, Humphry’ego Osmonda. Inspiracją do powstania tej nazwy była jego korespondencja z Aldousem Huxleyem. Pojęcie to oznacza dosłownie „manifestację umysłu” (z greckiego psyche i delein = zamanifestować). Terapia ta różni się w kilku istotnych aspektach od metody psycholitycznej. Głównym jej celem jest stworzenie danej osobie optymalnych warunków dla przeżycia całkowicie przeobrażającego doświadczenia natury transcendentalnej. Dla wielu ludzi przybiera ono formę śmierci i odrodzenia ego i wywołuje poczucie kosmicznej jedności i inne typy zjawisk transpersonalnych.

Czynniki, które ułatwiają takie doświadczenie to: specjalne przygotowanie, zastosowanie większych dawek psychodelików, internalizacja procesu poprzez zasłonięcie oczu, wybór muzyki odpowiadającej naturze doświadczenia, nacisk na duchowość, sztukę i naturalne piękno danego miejsca. Wymiana werbalna ograniczona jest do fazy poprzedzającej sesję i następującej po niej. Podczas doświadczeń psychodelicznych odradza się rozmawiania, ponieważ przeszkadza ono w głębokiej emocjonalnej i psychosomatycznej samoeksploracji.

Terapeuci korzystający z metody psychodelicznej nie wierzą w odpowiednio pod względem treści i czasu dobrane werbalne interpretacje lub inne interwencje, które odzwierciedlają system wiary poszczególnych szkół. Zachęcają oni klienta, by pozwolił on odejść zwykłym mechanizmom obronnym i poddał się spontanicznie uzdrawiającemu potencjałowi głębokiej dynamiki psyche. Wielu psychiatrów i psychologów, którzy przeprowadzili kliniczne badania z psychodelikami, wyraźnie przychylało się albo ku psycholitycznemu, albo psychodelicznemu modelowi leczenia.

Moim zdaniem, oba te sposoby, gdy praktykuje się je w czystej formie, mają wyraźne ujemne strony. W terapii psycholitycznej istnieje teoretyczne ograniczenie do biograficznych struktur pojęciowych psychoanalizy freudowskiej, brak rozpoznania perinatalnych i trans personalnych wymiarów psyche i uzewnętrznienie procesu z nadmiernym wykorzystaniem środków werbalnych.

Terapia psychodeliczna zaś nie przykłada wystarczającej uwagi do materiału biograficznego, kiedy wyłania się on w sesjach i spodziewa się ona zbyt wiele po jednym przeobrażającym doświadczeniu. Podczas gdy użycie „jednej wielkiej dawki” charakteryzujące terapię psychodeliczną jest ogólnie bardzo efektywne w pracy z alkoholikami, narkomanami, osobami w depresji i jednostkami umierającymi na raka, to jednak zasadnicze terapeutyczne przemiany u pacjentów, którzy cierpią na różne psychonerwice, choroby psychosomatyczne i zaburzenia osobowości, wymagają systematycznej pracy w ciągu całych serii psychodelicznych sesji.

 

Stanislav Grof

(fragment książki: „Przygoda odkrywania samego siebie – wymiary świadomości: nowe perspektywy w psychoterapii”)

 

Przypisy:

1. Sasat-rzan dawna nazwa sasafrasu (łac. Sassafras); niskie drzewo z rodziny wawrzynowatych; trzy gatunki (w Ameryce Pn., Chinach i na Tajwanie; w Europie sadzony sasafras różnolistny, alhidum z Ameryki Pn.); z korzeni i kory otrzymuje się olejek. Tu określenie „aborygeński” użyte w znaczeniu „rdzenny”, „pierwotny” (przyp. red.)

2. Misteria eleuzyjskie, Eleuzynie – misteria odprawiane w starożytnej Grecji, w Eleusis, nieopodal Aten, związane z kultem Demeter, jej córki Persefony oraz Dionizosa. Misteria odprawiane były przez 2 tysiące lat, od około XV w. p.n.e. do 391 n.e. oficjalnie (zakazane zostały przez cesarza Teodozjusza), później potajemnie. Należały one do najważniejszych i najświętszych kultów religijnych świata greckiego. Aby uczestniczyć w obrzędach wystarczyło mówić po grecku i być w stanie czystości rytualnej. Wtajemniczenia mógł dostąpić każdy: bez względu na status społeczny (wolni i niewolnicy), płeć czy pochodzenie. Możliwość uzyskania wtajemniczenia wiązała się z tzw. czystością serca. Dokładnej tajemnicy misteriów podobno nikt z wtajemniczonych nie wyjawił. ( źródło: wikipedia )

3. Doświadczenie przed-prenatalne to model stworzony przez Stanislava Grofa opisany przykładowo w  – „Poza mózg Narodziny, śmierć i transcendencja w psychoterapii”.  Opiera się na 4 matrycach, wzorach psychologicznych doświadczeń, powstałych jeszcze przed porodem a wpływających na późniejsze życie (związany z doświadczeniami narodzin i śmierci).

 

( Redagowany przez Mihaela dla yourKatharsis.pl )

Źródło:  Stanislav Grof, Przygoda odkrywania samego siebie – wymiary świadomości: nowe perspektywy w psychoterapii, Wyd. Uraeus, Gdynia 2000 (tłum. Krzysztof Azarewicz).

 

Rośliny i substancje psychodeliczne – krótka historia odkryć

psychedelic-mountain

Substancje psychodeliczne od zarania dziejów ludzkości wykorzystywane były w celu uzdrawiania, przepowiedni bądź nawiązywania kontaktu z nadnaturalnymi i chtonicznymi królestwami1. Od niepamiętnych czasów rośliny, a niekiedy także substancje zwierzęce, które zawierały silnie odmieniające umysł alkaloidy, były używane do rytualnych i magicznych celów przez Aborygenów i wysoko rozwinięte kultury w różnych częściach świata.

W historii chińskiej medycyny informacje o substancjach psychodelicznych pochodzą sprzed co najmniej 3500 lat. Szczególnym zainteresowaniem cieszy się legendarna boska roślina albo napój, w staroperskim tekście Zendawesta2 zwany haomą, a w literaturze staroindyjskiej Somą. Przywieziona do Indii przez nomadów aryjskich, którzy najechali ten kraj, miała poważny wpływ na rozwój hinduskiej religii i myśli filozoficznej. Sto dwadzieścia wersów Rygwedy poświęconych zostało somie. Wychwalają one nadzwyczajne efekty, jakie ten boski napój wywoływał u wyznawców. Ci, którzy go pili, poddawali się ekstatycznemu uniesieniu, w którym „w połowie znajdowali się na ziemi, a w połowie w niebiosach”. Ciała ich były wzmocnione, serca przepełnione męstwem, radością i entuzjazmem, umysły były jasne, a oni pewni swojej nieśmiertelności.

Illustration_Cannabis_sativa-200pxInną powszechną i szeroko rozpowszechnioną rośliną o psychodelicznych właściwościach, której używano do świętych celów rytualnych, do uzdrawiania i jako używki są konopie. Liście, kwiaty i żywica pochodzące z różnych jej odmian, takich jak Cannabis sativa i Cannabis indica, były palone i spożywane pod różnymi nazwami haszysz, kef na środkowym Wschodzie, charas, bhang, gandzia, marihuana, w Afryce, Indiach, Chinach, Tybecie, północnej i południowej Ameryce i na Karaibach. Konopie traktowane były jako ważny sakrament np. przez aborygeńskie plemiona afrykańskie, braminów indyjskich, tybetańskich tantrycznych buddystów, niektóre zakony sufich, starożytnych Scytów i rastafarian z Jamajki.
Psychodeliczna farmakopea szczególnie bogata była w środkowej Ameryce, gdzie różne kultury prekolumbijskie (Aztekowie, Toltekowie, Majowie) i współczesne grupy lndian (Huichol, Yaqui, Mazatekowie ) używały przynajmniej szesnastu różnych roślin o szerokich właściwościach odmieniających umysł. Najbardziej znanymi z nich są kaktus pejotl (Lophophora williamsii), święte grzyby teonanacatl czyli „ciało bogów” (Psilocibe mexicana i cubensis) oraz ololiuqui (rdzenna nazwa nasion porannej chwały Turbina corymbosa). Ceremonialne spożywanie pejotlu trwa do dziś, szczególnie wśród plemion Huichol, Jaqui, Cora i meksykańskich Indian Tarahumara.

meskalinePo amerykańskiej wojnie domowej religia pejotlu przeniosła się na północ z obszaru Rio Grande do Stanów Zjednoczonych i została zasymilowana przez ponad pięćdziesiąt północnoamerykańskich plemion indiańskich. Według niektórych szacunków połowa Indian amerykańskich (250 tys.) należy obecnie do Narodowego Kościoła Amerykańskiego, synkretycznej religii, która łączy w sobie kult pejotlu z elementami chrześcijaństwa.3 Ceremonialne wykorzystanie zawierających psylocybinę grzybów wśród meksykańskich Mazateków zostało przedstawione szerokiemu światu po tym, jak znana curandera, Maria Sabina, odsłoniła ich sekrety amerykańskiemu bankierowi i mikologowi, Gordonowi Wassonowi i jego żonie.

ayaflora1Najpopulamiejszym południowoamerykańskim środkiem psychodelicznym jest ayahuasca, czyli yage, przygotowywana z kory rosnącej w dżungli liany Banisteriopsis caapii. Znana jest ona w Brazylii, Peru, Ekwadorze i Kolumbii pod wieloma krajowymi nazwami, takimi jak Winorośl Śmierci, Winorośl Duszy i Pnący Powróz Śmierci (soga de muerte). Jest ona wykorzystywana w dramatycznym rytuale dojrzewania, który wiąże się z intensywnym biczowaniem. Swoją sławę zawdzięcza efektom oczyszczającym, uzdrawiającym, wizyjnym i telepatycznym. Najpopulamiejszymi południowoamerykańskimi psychodelicznymi tabakami są cohoba, otrzymywana z soku rośliny Virola theiodora lub Virola cuspidata i epenil, którą sporządza się z rośliny zwanej Virola calophylla i Virola theiodora.

Tabaki virola używane są przez wielu Indian zamieszkujących obszary Amazonii w Wenezueli, Kolumbii i Brazylii. Służą one komunikowaniu się ze światem duchów, diagnozowaniu i leczeniu chorób, przepowiedniom, proroctwom i innym magiczno-religijnym celom. Kaktus San Pedro (Trichocerus pachanoi) podobny jest w swoich efektach do pejotlu, gdyż posiada ten sam alkaloid, meskalinę. Był on używany przez szamanów zamieszkujących ekwadorskie Andy przez ponad trzy tysiąclecia i służył do przepowiadania przyszłości i uzdrawiania.

Iboga-root2Afryka zwrotnikowa wniosła do świata psychodelicznych roślin krzew eboga (Tabernanthe iboga). Jego korzenie poszukiwane są przez dziki, goryle i jeżozwierze, których zachowanie zmienia się dramatycznie po jego spożyciu. Zeskrobana z korzeni kora, używana jest przez tubylców pod nazwą eboga lub iboga. W małych ilościach służy ona jako afrodyzjak i psychostymulant; wojownicy, którzy znajdują się na ścieżce wojennej oraz łowcy lwów używają jej w trakcie nocnego czuwania. Kulty ibogi polegają na tym, że męscy (Bwiti) i żeńscy (Mbiri) uczestnicy spożywają ją w dużych dawkach podczas całonocnych ceremonii z tańcem i bębnieniem, aby nawiązać kontakt z duchami przodków.
amanitaOstatnią ważną rośliną psychodeliczną, o której chciałbym wspomnieć, jest muchomor czerwony (Amanita muscaria), pokryty białymi plamkami grzyb, który pojawia się w Alicji w Krainie Czarów Lewisa Carrolla i w wielu innych zachodnich baśniach. Był on szeroko używany przez syberyjskich szamanów z plemienia Koriaków, Ostiaków, Samojedów i Czukczów, przez północnoamerykańskich Indian, którzy zamieszkują tereny Wielkich Jezior, szczególnie przez Ojibway, oraz przez Skandynawów.

Niektórzy badacze próbowali połączyć opisane w nordyckich sagach stare opowieści wikingów o tak zwanym Bersksgang, wojennym szale grupy odzianych w skóry niedźwiedzi wojowników, właśnie z przyjmowaniem muchomora (Fabing 1956). Gordon Wasson (1967) zebrał pochodzące z różnych dyscyplin naukowych dowody na to, że Amanita muscaria była legendarną somą z okresu wedyjskiego. Jednakże wokół psychodelicznych efektów muchomora pojawiły się niejasności i kontrowersje i teoria Wassona, chociaż cieszyła się zainteresowaniem i popularnością, nie zyskała ogólnej akceptacji.

Omówienie najbardziej znanych psychodelików chciałbym zakończyć krótką wzmianką dotyczącą odmieniających umysł substancji pochodzenia zwierzęcego. Znajdowana na wyspie Norfolk, na południowym Pacyfiku, „ryba snów” (Kyphosus fuscus), wśród tubylców uważana jest za zsyłającą potężne, koszmarne wizje.

ryba

Joe Roberts, fotograf National Geographic Magazine, upiekł ją i zjadł w 1960 roku i potwierdził ten fakt. Doświadczył on silnych halucynacji, które miały w sobie wiele elementów science-fiction (Roberts 1960).

Psychoaktywne właściwości skóry ropuchy i jej wydzielin wyjaśniają popularność, jaką zyskała ona jako element naparów i maści sporządzanych przez średniowieczne czarownice, a wykorzystywanych podczas sabatów i Nocy Walpurgii. Odmieniające umysł efekty tych zwierzęcych produktów wynikają z zawartości psychodelicznych pochodnych tryptaminy, takich jak dimetylotryptamina (DMT), 5-metoksy-DMT i bufotenina (dimetylo-serotonina). Wśród głównych składników preparatów używanych podczas sabatu znajdowały się rośliny z rodziny wilczej jagody. Śmiertelna wilcza jagoda (Atropa belladonna), bieluń dziędzierzawa (Datura stramonium), mandragora (Mandragora officinarum) i lulek czarny (Hyoscyamus niger).

W przeciwieństwie do długich dziejów rytualnego użycia substancji psychodelicznych, naukowe zainteresowanie tym materiałem i jego systematycznymi i laboratoryjnymi badaniami ma stosunkowo krótką historię. Louis Lewin, który zyskał miano ojca nowoczesnej psychofarmakologii, zebrał kilka okazów pejotlu, wysłał je do Niemiec i wydzielił kilka jego alkaloidów. W roku l897 jego kolega i rywal, Arthur Heffter, zidentyfikował psychoaktywne źródło pejotlu i nazwał je mezcaline (meskalina). Wczesne, pionierskie eksperymenty z pejotlem, przeprowadzone zostały przez Weira Mitchella, Havelocka Ellisa i Heinricha Kluvera. Badania te osiągnęły swoją kulminację w l927 roku, kiedy to opublikowano książkę pod tytułem Der Meskalinrausch(Upojenie meskaliną), napisaną przez Kurta Beringera (Beringer l927).

W następnym okresie, aż do wczesnych lat czterdziestych, wykonano niewiele badań. Złota era w historii środków psychodelicznych zaczęła się w kwietniu roku l942, kiedy to szwajcarski chemik Albert Hofmann odkrył przypadkowo nadzwyczajne psychoaktywne właściwości niewielkich dawek dietyloamidu kwasu lizergowego (LSD-25).

sandoz-delysidTa nowa półsyntetyczna pochodna, aktywna w niewiarygodnie drobnych ilościach milionowych grama (mikrogramy lub gammy) z dnia na dzień stała się naukową sensacją. Badania zainspirowane przez odkrycie Hofmanna nie ograniczyły się do LSD.

Przyczyniło się ono do renesansu zainteresowania znanymi wcześniej roślinami i substancjami psychodelicznymi oraz do pojawienia się nowej wiedzy na ich temat. Jeden po drugim, sekrety i tajemnice psychodelicznego świata zostały poddane przez współczesną naukę systematycznym badaniom. Aktywne elementy najbardziej znanych roślin psychodelicznych były chemicznie identyfikowane i uzyskiwano je w laboratoriach w czystej formie. Albert Hofmann rozwinął swoje zainteresowanie chemią roślin psychodelicznych po tym, jak przypadkowo odurzył się LSD-25, a potem zaplanował eksperyment na samym sobie z tą substancją.

Udało się mu rozwiązać tajemnicę meksykańskich świętych grzybów poprzez wydzielenie ich aktywnych alkaloidów, psylocybiny i psylocyny.

mush2

Zanim jego pracom badawczym w tej dziedzinie przeciwstawiono względy polityczne i administracyjne w związku z istnieniem nielegalnego handlu narkotykami i prowadzeniem przez młode pokolenie nienadzorowanych eksperymentów, Hofmann zdołał także zbadać aktywność nasion porannej chwały [morning glory] a w nich d-amid kwasu lizergowego i związanych z nim pochodnych sporyszu.

Głównym aktywnym elementem ayahuaski czyli yage jest alkaloid o nazwie harmalina, zwany także banisteriną, yageiną lub telepatyną. Chociaż jego struktura chemiczna znana jest od l9l9 roku, to nowoczesne badania chemiczne i farmakologiczne ujawniły pewne istotne dane. Szczególnie interesujący jest fakt, że harmalina przypomina substancje uzyskiwane z szyszynki (na przykład lO-metoksy-harmalina).

Dostarcza to podstaw do pewnych fascynujących spekulacji, ponieważ tradycje mistyczne przypisują gruczołowi przysadki (szyszynki) wielkie znaczenie w procesie „otwarcia trzeciego oka”, wiążą go ze stanami wizyjnymi i zdolnościami psychicznymi. Alkaloid ten znaleziono także w tabakach cohoba i epenil oraz w syryjskiej rucie zwyczajnej (Peganum harmala). Ibogaina, najważniejszy psychoaktywny alkaloid afrykańskiej ebogi (Tabernanthe iboga), wydzielona została w 1901 roku, ale nie znano całkowicie jej struktury chemicznej aż do późnych lat 60-tych. Po wielu problemach chemicy rozszyfrowali także sekrety haszyszu i marihuany przez wytropienie efektów z grupy tetrahydrokanabinoli (THC).

Teoretycznie ważny wkład w zrozumienie różnych substancji psychodelicznych pochodzenia roślinnego i zwierzęcego wniosły badania nad psychoaktywnymi pochodnymi tryptaminy. Zostały one zainicjowane w Budapeszcie przez Bószórmonyi i Szarę. Dimetylotryptamina (DMT), dietylotryptamina (DET) oraz dipropylotryptamina (DPT) i inne związki są najprostszymi molekułami o działaniu psychodelicznym. Są one odpowiedzialne za odmieniające umysł właściwości południowoamerykańskich tabak cohoba, epenil i parica oraz zwiększają skuteczność mikstur ayahuaski. W królestwie zwierząt są one aktywnymi składnikami skóry ropuchy i jej wydzielin oraz mięsa „ryby snów” (Kyphosus fuscus).

Teoretyczne zainteresowanie pochodnymi tryptaminy wynika z faktu, że pojawiają się one w sposób naturalny w ludzkim organizmie. Są one pochodnymi aminokwasu zwanego tryptofanem, a chemicznie związane są z neurotransmiterami. Z tych powodów są one w pełni logicznymi endogenicznymi psychotomimetycznymi substancjami, które mogą być wytwarzane w trakcie zachodzących w ciele procesów metabolicznych. Można omawiać je zatem w kontekście bio- chemicznych teorii dotyczących psychoz. Wśród naturalnie występujących pochodnych tryptaminy wymienić można także aktywne alkaloidy z meksykańskich świętych grzybów, psylocybinę i psylocynę, o których wspomniano wyżej.

Nowoczesne badania chemiczne rozwiązały zatem problemy związane z wieloma psychodelicznymi substancjami, które odgrywały ważną rolę w historii ludzkości. Jedynie wedyjska soma pozostała tajemnicą, zarówno pod względem botanicznym, jak i chemicznym. Poza teorią Wassona, który łączy ją z Amanita muscaria, inne insynuują powiązania z syryjską rutą zwyczajną (Peganum harmala) i chińską sosną (Ephedra sinica) oraz z innymi roślinami.

Godny pożałowania jest fakt, że entuzjastyczne wysiłki antropologów, botaników, farmakologów, chemików , psychiatrów i psychologów, prowadzących psychodeliczne badania w latach 50-tych i 60-tych, zostały tak drastycznie przerwane, zanim odkryto pozostałe sekrety świata psychodelicznego, które mogłyby zaspokoić naukową ciekawość. Ostatnio szeroko nagłośnione kontrowersje dotyczące metylenedioksymetamfetaminy (MDMA), popularnie zwanej XTC, Ecstasy lub Adam, zwróciły uwagę zarówno specjalistów od zdrowia psychicznego, jak i laików w tej dziedzinie. środki te należą do wielkiej grupy substancji psychoaktywnych, których struktura molekularna przypomina meskalinę, dopaminę i amfetaminę.

Wiele z substancji, którymi interesuje się psychiatria, posiada naturę półsyntetyczną. Najbardziej znanymi, powiązanymi z amfetaminą psychodelikami lub „empatogenami” są: MDA (3,4-metylenodioksyamfetamina), MMDA (3-metoksy-4,5-metylenodioksyamfetamina), MDMA (3,4-metylenodioksymetamfetamina), DOM lub STP (2,5-dimetoksy-4-metyloamfetamina ), TMA (3,4,5- timeto ksymetyloamfetamina) i 2-CB (4-bromo-2,5 dimetoksyfenetyloamina).

Hydrochlorek ketaminy (ketalar, ketanest, ketajet) jest syntetycznym związkiem, chemicznie powiązanym z niesławną fencyklidyną (PCP lub „Anielski Pył”). Jest to środek znieczulający, który wykorzystuje się w weterynarii, znany także jako niebezpieczny narkotyk używany przez ulicznych narkomanów. Pomimo swojego podobieństwa do fencyklidyny, ketamina różni się poważnie w psycho logicznych efektach. Jest ona produkowana i rozpowszechniana przez Parke-Davisa jako dysocjacyjny środek znieczulający i jest postrzegana jako jedna z bezpieczniejszych substancji stosowanych w chirurgii w celu znieczulenia ogólnego. We wczesnych latach swojego istnienia była ona podawana kilkuset tysiącom pacjentów o niepewnej historii medycznej, którzy wymagali natychmiastowej interwencji chirurgicz nej.

Pomimo biologicznego bezpieczeństwa, stopniowo popada ona w niełaskę środowisk chirurgicznych, ponieważ wywołuje często tak wany „syndrom wynurzenia”, czyli bardzo niezwykłe i silne zmiany w percepcji i emocjach, doświadczane przez pacjentów w momencie ich powrotu do normalnej świadomości. Psychiatryczne badania tego zjawiska odkryły, że ketamina jest bardzo silną substancją psychodeli czną, a w ilościach o wiele mniejszych niż te, których używa się w chirurgii (od około jednej dziesiątej do jednej szóstej dawki znieczu lającej) może być stosowana do nadzwyczajnych psychiatrycznych eksploracji, w ćwiczeniu zawodowców i do celów terapeutycznych.

Stanislav Grof

(fragment książki: „Przygoda odkrywania samego siebie – wymiary świadomości: nowe perspektywy w psychoterapii”)

 

Przypisy:

1 . „Królestwa podziemne”. Chtonicznymi (gr. χθόνιος chthónios ‚w, pod, poniżej ziemi’, od χθών chthṓn, ‚ziemia’; odnoszący się do Ziemi; ziemski; podziemny; zrodzony z ziemi).

2. Zendawesta właśc. Awesta; zbiór staroperskich tekstów religijnych, będących pismem świętym zoroastryzmu, a zarazem zbiorem modlitw, przepisów religijnych, prawnych itp. (przyp. red.)

3. Native American Church powstał w 1918 r. z inicjatywy antropologa Jamesa Mooneya w celu przynajmniej częściowcgo odnowienia relig. kultów tubylczych (przyp. red.)

 

Źródło:  Stanislav Grof, „Przygoda odkrywania samego siebie” – wymiary świadomości: nowe perspektywy w psychoterapii, Wyd. Uraeus, Gdynia 2000 (tłum. Krzysztof Azarewicz).

Medytacja a psychodeliki

Jaki jest związek pomiędzy psychodelikami a medytacją?

Empirycznie, wydają się mieć podobne pole działania, znacząco zachodzące na siebie (red. jako doświadczenie), co sugeruje, że mogą być dwa różne sposoby osiągnięcia jednego celu. Jednakże, te dwie techniki mogą się jednocześnie uzupełniać i wspierać nawzajem.

Medytacja i psychodeliki jednoczą się w doświadczeniu mistycznym. Jest to stan świadomości, który angażuje transcendencję czasu i przestrzeni, poczucie świętości i zjednoczenia – często to dotyczy to upadku wcześniej utworzonych dualizmów, dwoistości, takich jakie pojawiają się miedzy „ja” – „ktoś inny”, wewnętrzne – zewnętrzne, sacrum – profanum. Te doświadczenia, które mogą pojawić się spontanicznie, albo w wyniku kontemplacji dyscypliny, takiej jak medytacja, były opisywane przez ludzi doświadczonych w medytacji i mistyków przez tysiąclecia.

W książce „Drzwi Percepcji” Aldous Huxley opisał przeżycie takiego doświadczenia po zażyciu meskaliny. Jak tylko opublikował swój sławny raport, uczeni religijni zaczęli debatować nad tym, czy można było to uznać za prawdziwe mistyczne doświadczenie. Oświecenie mogło pojawić się jako „dar łaski”, albo jako efekt lat dyscypliny, ale dla niektórych pomysł, że takie doświadczenie może być powodowane podaniem małej ilości związku chemicznego zdawał się zmniejszać wartość i odwracać uwagę od samego doświadczenia.

alan
Alan Watts

Alan Watts jest doskonałym przykładem studium osiągnięcia stanu mistycyzmu wywołanego przez psychodeliki. Zapalony student psychologii religii stał się głęboko zaangażowany w studia nad Buddyzmem Zen przez znaczącą część swojego życia i poprzez wykłady oraz prace pisemne sprawił, że duchowe filozofie Wschodu są łatwiej dostępne dla Zachodniego umysłu. Przeszedł przez więcej niż jedno mistyczne doświadczenie przed spróbowaniem psychodelików, co dało mu unikalny punkt widzenia przy eksperymencie z ową substancją.

 

Po swoim pierwszym psychodelicznym doświadczeniu zaznaczył, iż było ono całkiem interesujące i w dużym stopniu estetyczne, chociaż z pewnością nie duchowe. Niedługo później, został przekonany przez psychiatrę, że jego doświadczenie mogło nie odsłonić mu pełni swej mocy, a także, że niezbędny jest pewien stopień umiejętności podczas użycia tych substancji, aby osiągnąć stan opisywany przez Huxleya i innych.

Biorąc to pod uwagę, zdecydował się na drugą sesję, o której później powiedział: „I oto patrzcie i podziwiajcie, doświadczyłem czegoś, co nie mogę zaprzeczyć, było doświadczeniem kosmicznej świadomości, poczuciem pełni, fundamentalną całkowitą jednością, na zawsze z całym wszechświatem. W dodatku […] energia stojąca za światem była ekstatyczną błogością i miłością. Byłem przez to bardzo zawstydzony, ponieważ myślałem „Boooże… Nie da się wyciągnąć mistycyzmu z butelki. To jest przecież spłycanie jego znaczenia!”, ale jednak nie mogłem zaprzeczyć, że to się stało.”

Mistyczne doświadczenie nie jest doświadczeniem, które osiąga się jedynie za pomocą psychodelików, ale to się zdarza. Artykuł z 2008 roku w magazynie „Journal of Psychopharmacology” ogłosił, że prawie 60% uczestników badania, którym podano dużą dawkę psylocybiny doświadczyło „całkowitego mistycznego doświadczenia”.

Zdecydowanie, przygotowanie i otoczenie zapewnione uczestnikom tych badań niezaprzeczalnie przyczynia się do wystąpienia tych transformacyjnych doświadczeń. Odbywają się one w warunkach klinicznych przy pomocy wysoce przeszkolonego psychoterapeuty. Niemniej jednak, jedna rzecz wydaje się pewna: doświadczenie mistycznej świadomości, zgłoszone przez tych uczestników, jest takie samo jak te zgłaszane przez mistyków w przeszłości i w chwili obecnej. Jako filozoficzny autorytet, W. T. Stace tak powiedział o doświadczeniu wywołanym „narkotykami” : „To nie kwestia tego, że jest to podobne do mistycznego doświadczenia; to jest mistyczne doświadczenie.”

W takim razie, w jaki sposób praktyka medytacyjna może uzupełniać psychodeliczne odkrycia (red. poszukiwania, wglądy)?

vanja_palmers_2011
Vanja Palmers

 

Jak Kapłan Zen Vanja Palmers zaznacza w swoim artykule pt. „Psychedelics and Meditation” w jesiennym wydaniu biuletynu MAPS (Multidisciplinary Association for Psychedelic Studies) z 2001 roku: “Jest to całkiem oczywiste, że umiejętności w medytacji, praktyka bycia w pokoju ze swoim ciałem i umysłem, nawet w niekomfortowych miejscach, może być niesamowicie pomocne w przebiegu sesji psychodelicznej.”

Nauka skupienia się nad własnym oddechem jako kotwica, pomagająca wrócić do chwili obecnej, również może być pomocne. Podczas doświadczenia psychodelicznego, posiadanie tych umiejętności w swoim arsenale robi różnicę pomiędzy utratą gruntu pod nogami podczas pokonywania materialnych uniesień (red. zgubienie się w silnych doświadczeniach psychodelicznych), a byciem w stanie pozostać obecnym w teraźniejszości i odebrać doświadczenie z całą intensywnością i bogactwem.

Użyteczność tego rodzaju mentalnego treningu opisana jest w literaturze akademickiej. W 1982 roku w „Journal of Humanistic Psychology”, psychiatra Roger Walsh przeprowadził wywiad z pięcioma osobami o ich psychodelicznych doświadczeniach. Większość z nich była nauczycielami psychologii albo dyscypliny świadomości, ze znaczną krajową bądź międzynarodową reputacją w ich dziedzinie. Każda z nich spełniała kryteria wyjątkowego dobrego psychicznego samopoczucia oraz była zaawansowana w medytacji.

Osoby te zgodziły się ze stwierdzeniem, że psychodeliki użyte umiejętnie mogą ułatwić psychologiczny rozwój – w szczególności podkreśliły znaczenie „głębokiego zaangażowania w psychologiczną lub duchową dyscyplinę (red. związaną z utrzymaniem wysokiego poziomu świadomości), mającą na celu trening mentalny”, jak opisano w dzienniku. Taka dyscyplina nie tylko dostarcza użytecznych umiejętności do nawigowania doświadczeniem, ale także jest strukturą zrozumienia i zjednoczenia tych doświadczeń.

 

Jeżeli praktyka medytacyjna może ułatwić psychodeliczne poszukiwania, sensownym jest, iż działa to też na odwrót. Każdy z rozmówców Walsh’a odczuł, że ich psychodeliczne doświadczenie spowodowało „wzrost zainteresowania głęboką psychologią, religią, duchowością oraz świadomością, a także pokrewnymi dziedzinami i praktykami, takimi jak medytacja”, ponadto posiadali zwiększoną zdolność zrozumienia tych obszarów. Trzech z nich odczuło, że psychodeliki były pomocne w rozpoczęciu pewnego rodzaju dyscypliny mentalnej, takiej jak praktyka medytacji.

Poinformowali oni również, że psychodeliki miały wpływ na ciągłe odkrywanie coraz dalszych sfer doznań (red. dalsze poszerzenie spektrum doświadczeń). Częstym dla nich było posiadanie „doświadczeń, które kilka lat później powtarzały się w kontekście ich treningu mentalnej dyscypliny, a czasem powodowały spontaniczne uaktywnienie się świadomości w codziennym życiu”, jak zaznacza artykuł. Jest to szczególnie ważny aspekt, który ukazuje, że stany umysłu osiągnięte na psychodelikach nie są wyłączne dla tych substancji, ale wrodzone dla samego umysłu.

W tym sensie, psychodeliki są w stanie pokazać, co jest możliwe do osiągnięcia, bez ukazania drogi do tego. Andrew Weil, lekarz medycyny i założyciel „Arizona Center for Integrative Medicine”, użył osobistej anegdoty do podkreślenia jedynie tego aspektu psychodelików. W wywiadzie opowiadał o czasie, w którym spotkał się z wieloma trudnościami w osiągnięciu pewnej pozycji w yodze. Po dwóch miesiącach pracy nad nią był blisko rezygnacji z prób, stwierdzając, że jego dwudziesto-ośmio-letnie ciało po prostu nie jest w stanie tego zrobić.

Potem, dzień po przyjęciu LSD ze swymi przyjaciółmi, poczuł się bardzo wesoły i odczuł, jakby jego ciało było bardzo elastyczne, więc postanowił spróbować jeszcze raz wykonać tą pozę. Ku jego zdumieniu był w stanie wykonać ją bez żadnego bólu czy dyskomfortu, jaki wcześniej odczuwał.

Kolejnego dnia próbował powtórzyć tą samą pozycję jeszcze raz, jednak bezskutecznie. Ból i dyskomfort powrócił, ale jego myślenie się zmieniło. Widział, że jego ciało jest w stanie w rzeczywistości to zrobić i to dało mu motywację, aby kontynuował próby i pracował nad tym. LSD pokazało mu co było możliwe, ale nie dało mu możliwego dostępu do wykonania tego ponownie – to wymagało już jego własnego wysiłku i wytrwałości.

Dla wielu ludzi to samo dzieje się z medytacją. Rozpoczęcie praktyki medytacyjnej wymaga pewnej wiary w istnienie stanów umysłu, których dana osoba jeszcze nie doświadczyła. Ale sesja psychodeliczna, podczas której osoba doświadcza skupienia na jednym punkcie, (red. niedualny stan umysłu w „tu i teraz”), albo siły skupienia swojej uwagi na oddechu może mieć taki sam efekt jak ćwiczenie yogi po LSD dla dr Weila: ukazuje co jest możliwe i pomaga naprowadzić nasz kompas na pracę nad tym poza sesją, już bez pomocy psychodelików.

 

(Artykuł autorstwa Gonzo Nieto, przetłumaczony przez Phoebe Nacci, zredagowany przez Mihaela)

Gonzo Nieto has a B.Sc. in Psychology & Neuroscience. He is a Montreal-based writer, psychonaut, and board member of the Canadian Students for Sensible Drug Policy. He writes a column on drugs and the mind called Turning Inward for The Link newspaper, and has contributed pieces on psychedelics for Reset and AskMen. Find him on Twitter @gonzebo or check out his Facebook page.

Najwyższy szczyt ( opowiadanie )

Słońce było już wysoko. Młodzieniec wiedział, że jego cel jest już na wyciągniecie ręki. Może ostatnie sto-pięćdziesiąt, dwieście metrów dzieliło go od miejsca swojego przeznaczania, celu życia. Aparat tlenowy pracował na pełnych obrotach, zahartowane mięśnie robiły to do czego zostały stworzone. Całe ciało pracowało bez zakłóceń w monstrualnym wysiłku. Dookoła roztaczały się widoki, które mogło podziwiać tak niewielu w historii świata. Michael nie dopuszczał jednak do rozproszenia się nieskończoną głębią, nieskazitelnie białego, krajobrazu. Cel był tak jasny, tak klarowny jak otaczająca go biel. Wszystko co robił od wielu lat, każdy zdobyty uprzednio szczyt, był drogą do tego miejsca, w którym za chwile miał się znaleźć. Nie mogło być już przeszkód. Sam Bóg, nie mógł by już mnie zatrzymać. – myślał.

W ciągu tych wielu lat, ciężkiej pracy nad swoim ciałem i umysłem, poświęcił tak wiele. Teraz, gdy był już tak blisko, zaczęły pojawiać się obrazy z przeszłości. Organizm jak maszyna parł do przodu, umysł pewny osiągnięcia celu. Tylko zmęczona świadomość uciekała i błądziła w przeszłości. Trzeci dzień z rzędu męczył go ból głowy. Zaczęły pojawiać się przebłyski i wspomnienia z przeszłości…

– Synu, wciąż się uczysz, usiądź koło mnie. – Mężczyzna w średnim wieku siedział na ławeczce przed domem.
– Znów będziemy siedzieć i oglądać zachód słońca? To nudne ile można, każdy kolejny jest taki sam.. – Szesnastoletni Michael już wtedy zdawał się być niezwykle ambitny i pracowity. Większość dnia spędzał na nauce i planując swoją przyszłość. Ojciec nie odrywał wzroku od błękitu nieskończonej przestrzeni.
– Nie jest taki sam, każdy jest wyjątkowy, jak każda chwila życia. – Ojciec odwrócił się i spojrzał głęboko w oczy syna. Były piękne, błękitne jak niebo ale jakby nieobecne. Czuł że umysł dziecka błądził w przyszłości szukając wyzwań. Chłopiec uciekł wzrokiem, jak gdyby bał się konfrontacji z chwilą obecną.
– No jak? Jest słońce i chowa się za horyzontem. Atmosfera sprawia, że docierają do nas ograniczone widmo światła, przez co słońce widzimy w kolorze pomarańczowym…
– Po co opisujesz obraz? Nie przyjemniej by było po prostu się nim cieszyć?
– Ale tato… to jest zawsze to samo…
– Opis obrazu może być zawsze ten sam. Jego doświadczenie jest całkowicie unikalne.
– Tato mam dużo pracy. Wybacz ale mam ambitniejsze plany na życie, chcę coś osiągnąć. Coś wyjątkowego.

Czekan wbił się głęboko w lodowo–śnieżną pokrywę. Mięśnie pracowały coraz wolniej. Michael wiedział, że to nie sprint. Dystansem jaki pokonał by być u progu mety była większość jego życia. Teraz miał sięgnąć po ostateczną nagrodę. Ukoronowanie wysiłku całego istnienia. Tak, życie to ciężka walka o cele, które sami sobie wyznaczymy. – miał w zwyczaju mówić. Czym zresztą by ono było gdyby nie ten szczyt? Odzwierciedlał wszystkie wartości, którym się poświęcił. Dawał świadectwo jego sile, męstwu, odwadze. Tego, że wie jak przeżyć życie, odważnie jak nikt inny. Nigdy przecież się nie wahał. Nie było na to czasu. Jak maszyna dążył do celu i był dumny z mechanicznej niezawodności swojego ciała i umysłu. Sam się takim stworzył. Idealne narzędzie do wykonania zadania życia, jego celu.

 

szczyt katharsis.jpg

Godzinę później

Całe ciało drżało z bólu, zimna i podniecenia… Jeszcze ostatnie kilka metrów. Ostatnie mechaniczne ruchy mięśni… Mężczyzna powoli wczołgał się na szczyt. Złapał oddech, spiął mięśnie. Powoli, mozolnie ukląkł, po czym z wydechem dźwignął tułów… Stał na dachu świata.

Wyżej już nie można było wejść. To koniec. – pomyślał.
Wszedłem , udało mi się. Osiągnąłem to! Euforia zmieszała się z bólem i wyczerpaniem w dziwnej mieszance. Adrenalina i kwas mlekowym odczuwalne był w każdym mięśniu. W głowie zaszumiało na tyle intensywnie, że znów przykląkł. Zamroczony przez chwilę, wrócił bezwładnie myślami do rozmowy z ojcem, do której doszło przed wyjazdem.

– Synu nie zostaniesz do jutra? Wiesz że są urodziny Mamy?
– Nie mogę. Zapowiadają idealne warunki. Jeżeli je przegapię w tym sezonie, szansy może już nie być.
– Jestem z ciebie dumny. Zdobyłeś już prawie wszystkie szczyty. Do czego jest ci potrzebny jeszcze ten?
– Jak to? To najtrudniejszy szczyt. To granica możliwości. Nikt nie zdobył jeszcze ich wszystkich. Trzy ostatnie lata podporządkowałem tylko treningom pod tą wyprawę.
– Rozumiem. – Ojciec uśmiechnął się smutno… jakby ze współczuciem.
– To jest naprawdę ważne. To jest to kim jestem.
– Nie zauważasz, że gonisz za cieniami. Życie toczy się „tu i teraz”, w każdej chwili… – Widząc, że młodzieniec patrzy tępym wzrokiem nie rozumiejąc nic, przymknął oczy i spytał:
– Co będzie gdy już osiągniesz ten szczyt?
– Jak to co? Będę najlepszy! Nikt jeszcze tego nie dokonał. Po to żyję!

Obraz rozmył się tak szybko jak się pojawił. Stan oszołomienia trwał jednak przez chwilę nim znów umysł powrócił do względnej jasności myślenia. Serce powoli również wracało do względnie normalnego rytmu pracy. Mógł się teraz rozejrzeć dookoła. Było pięknie. W oddali majaczyły niższe szczyty, mroźne powietrze napędzało obłoki poniżej ich wierzchołków. Wszystko mieniło się w słońcu jak miliony diamentów. Kolor nieba na tej wysokości był intensywnie granatowy i głęboki.
Jeszcze kilka głębokich oddechów. Obolałe mięśnie dopiero teraz zaczęły mocniej dawać się we znaki. Uspokoiwszy organizm po ciężkim wysiłku, umysł zaczął trzeźwiej i intensywniej pracować.
Jestem tu… udało się… zrobiłem to… – Powtórzył do siebie jeszcze kilka razy mężczyzna.
Umysł przez chwilę zatrzymał się w bezruchu… Pustka ogarnęła świadomość, umysł jej nie znał i nie rozumiał… po pierwszej w chwili prawdziwie przeżytej chwili w teraźniejszości pojawił się strach.

Co teraz? Jak to co, zejdę na dół… ale co teraz będę robił? To była najwyższa góra, najwyższy szczyt. Tego chciałem, a wiec jestem. Wszedłem i jestem…
Tu nic nie ma… Jest pięknie… ale nie tak to sobie wyobrażałem. To przecież cel mojego życia!.. Po co teraz będę… żył? Jaki w tym wszystkim jest cel?!
Umysł znów zaszedł mgłą. W uszach zaszumiało. Przymknął oczy i przypomniał sobie dzieciństwo.

– Tato co robisz?
– Medytuje.
– Co to znaczy? – Mężczyzna roześmiał się ciepło i uśmiechnął do synka. – Ciężko to opisać. Powiedzmy, że cieszę się chwilą obecną. Nie uciekam ani do wspomnień, ani do myślenia o przyszłości.
– To głupie. Lepiej coś robić i zdobywać. Wygrywanie jest fajne.
– Oczywiście, możesz coś robić i cieszyć się jednocześnie każdą chwilą, każdym krokiem w drodze do zamierzonego celu.
Eeee… To co teraz jest nie ważne, liczy się to co zdobędę!
Synu, życie to droga. Podążaj za marzeniami ale nie zgub chwili obecnej. Ciesz się drogą to ona jest najwyższym szczytem, ostatecznym celem samym w sobie…

Zimny powiew, mocno rozrzedzonego powietrza, otrzeźwił na powrót umysł. Ból głowy zaczął się nasilać. Myśli przewijały się w głowie szybko i natrętnie… Obrazy zaczęły atakować jeden po drugim. Wszystko zaczęło przyśpieszać. Był na górze sam. Nie było ucieczki przed konfrontacja z własną istotą. Nigdy jej nie ma. Zrozumienie tego czym jest nadchodziło nieubłaganie.
Powietrze zrobiło się ciężkie do oddychania, oddech stał się płytszy. Muszę zmienić butle z tlenem. Przemknęła przez umysł jedna z myśli. Natłok wzmagał się bez końca wraz z bólem głowy. Obraz zawirował, mięśnie pozwoliły niekontrolowanie upaść ciału, na lodowo-śnieżną pokrywę. Poczuł ból pod plecami.

Natłok myśli, ból, niedotlenienie, skrajne wyczerpanie… głęboki, granatowy kolor nieba i ciepłe promienie słońca na twarzy. Pół przytomny doświadczał w przyśpieszonym tempie całego swojego życia. Lokomotywa obrazów i wspomnień przyśpieszała. Zobaczył jak martwe było wszystko co robił. Całe życie goniłem za jakimiś zmyślnymi wyzwaniami. Całe życie byłem jak maszyna realizująca cele. Ciało zaczęło odpuszczać walkę o przetrwanie. Umysł jeszcze wciąż rozpędzony zaczął zwalniać powoli…

To nigdy nie miało sensu. Cóż za ironia, pewnie umrę tu gdzie wyznaczyłem sobie najważniejszy z celów… Zresztą, dlaczego miałbym bać się śmierci skoro nigdy prawdziwie nie żyłem… Ta myśl rozsadziła bólem istnienia zmarznięte serce. Łzy pociekły po policzkach zamarzając chwilę potem.
Czy była jakaś świadoma chwila w tym szaleństwie?
Jak na życzenie pojawiło się kilka obrazów. Wspomnienia z wczesnego dzieciństwa. Ojciec cieszący się każdą chwilą zabawy ze swoim pierworodnym synem. Prawie o tym zapomniałem. Byłem za młody by wyznaczać sobie wtedy cele. To były piękne czasy. Po prostu byłem… cieszyłem się życiem. Tak po prostu…
Czuł, że świadomość zaczęła słabnąć. Słońce świeciło prosto w oczy, przyjemnie ogrzewając twarz.
Jestem… Po prostu jestem. To takie przyjemne…
Już się nie boję. Nie ma celów, nie istnieje porażka, nie istnieje strach.
Jestem…
W słabnącej świadomości, z prędkością promieni słońca padających na twarz, skrystalizowała się ostatnia myśl…
Chcę żyć… przez chwilę znów pozostał w ciszy…
Chcę żyć! Myśl powróciła ze zdwojoną mocą. Umysł pobudzony jej siłą ruszył. Osiągnąłem w życiu tak wiele celów, które nie były warte wysiłku a teraz miałbym się poddać? Walcząc o utrzymanie przytomności, zerwał niezgrabnym ruchem ręki maskę aparatu tlenowego.
Chcę żyć!!! Zawołał w duszy najsilniej jak potrafił. Tak silnie, że z ust również wydobył się dźwięk, choć był to bardziej charkot niż krzyk. Serce lekko przyśpieszyło. Zdyscyplinowany umysł, tym razem bardziej świadomie, skupił się na ostatnim celu… Zmienię butle i zejdę z tej przeklętej góry…

 

3 tygodnie później

Witaj synu! – Gorący uścisk ojca z synem rozgrzał izbę. – Jak wspinaczka?
To już nie ma znaczenia. To przeszłość. – Michael roześmiał się. Ojciec lekko zaskoczony spojrzał na młodzieńca. Wyczuwał, że coś się zmieniło, nie przypuszczał jeszcze jak wiele.
Jakie masz kolejne plany? – Spytał po chwili obserwując bacznie syna.
Nie mam żadnych, przynajmniej na razie. Chcę po prostu cieszyć się życiem, chwilą obecną. – Zaskoczenie i radość ojca rosły z każdą chwilą. Młodzieniec wydawał się być dużo bardziej radosny niż zazwyczaj, przy czym była to radość czysto spontaniczna. Zarówno ojciec jak i syn przepełnieni byli wewnętrznym spokojem.
Naprawdę nie wyznaczyłeś sobie żadnego, nowego, wspaniałego celu? – Sformułował ponownie pytanie z lekkim niedowierzaniem. Michael uśmiechnął się ciepło i powoli odpowiedział.
Mam pomysł na jeden…
Na dziś wieczór zapowiadają bezchmurne niebo. Może obejrzymy zachód słońca razem?
Oczywiście, z przyjemnością… – Spojrzał w oczy syna. Tym razem były przepełnione świadomością i radością chwili. – Witaj w domu synu, witaj wśród żywych…

 

Mihael

 

.

 

Sex, duchowość, psychodeliki… wywiad z Timothym Learym

Fragment wywiadu z 1966 roku,  z legendą epoki, TIMOTHYM LEARYM przeprowadzony i opublikowany dla Playboya pod tytułem „Ona dochodzi kolorowo”.

timothy-leary

Timothy Leary – amerykański pisarz, psycholog, profesor Harvardu. Stanowił ikonę amerykańskiej kontrkultury lat 60. Uznawany jest za jednego z inicjatorów powstania ruchu hippisowskiego.

W słoneczne niedzielne popołudnie w 1960 r., na brzegu basenu wynajętego letniego domu w Cuernavaca, trzydziestodziewięcioletni Amerykanin zjadł garść dziwnie wyglądających grzybów, zakupionych uprzednio od szamana z pobliskiej wioski. Jak później opowiadał, po kilku minutach poczuł się „zmieciony przez krawędź Niagary zmysłów w spieniony nurt transcendentalnych wizji i halucynacji. Następnych 5 godzin mogłoby być opisane wieloma ekstrawaganckimi metaforami, ale przede wszystkim i bez najmniejszych wątpliwości było to najgłębsze religijne doświadczenie mojego życia”.

Implikacje tej rozstrzygającej, pierwszej komunii, są jak dotąd trudne do określenia; są w równym stopniu daleko-idące jak i głębokie. Tymi grzybami były legendarne „święte grzyby”, które od tej pory stały się znane (ku przerażeniu wielu osób) jako jeden z psychodelicznych (dokładnie: ujawniających umysł)środków chemicznych, które wykreowały ogólnonarodowego bzika wśród młodzieży i skandale w prasie. Owym Amerykaninem był psychoterapeuta z Harvardu Timothy Leary, który w międzyczasie przekształcił się z badacza i naukowca w prekursora i najwyższego kapłana rewolucyjnego ruchu połączonego nie jakąś ideą, ale substancja, nazwaną później „duchowym ekwiwalentem bomby wodorowej”.

(…)

I oto pośród tych wznoszących sił zewsząd okrzyków przeciw dragom, Playboy poprosił dr Leary’ego o zaprezentowanie swojego poglądu na temat tej psychodelicznej historii i o odpowiedź na kilka pytań, odnoszących się do jego potencjalnych obietnic i rzekomych niebezpieczeństw. Przystając na to z ochotą, zaprosił nas do Millbrook, gdzie kilka dni później spotkaliśmy go recytującego poranne hinduistyczne modlitwy wraz z grupą gości w kuchni 64-pokojowego pałacu.

Powitał nas serdecznie i zaprowadził do znajdującej się na trzecim piętrze biblioteki. Zamiast usiąść na jednym z wygodnych foteli, przeszedł przez pokój, wyszedł przez otwarte okno na cienki daszek leżący na oknie wykuszowym drugiego piętra i zaczął rozwijać podwójnej grubości materac kilka cali od krawędzi. Gdy usadowiliśmy się wygodnie na jednym końcu materaca, on rozpiął swoją koszulę, rozkoszując się gorącymi promieniami słońca, oparł bosą stopą o gont dachu, popatrzył na rozpościerający się wokół domu trawnik, posłuchał przez chwilę śpiewu cykady znajdującej się w gałęziach pobliskiego drzewa, a następnie odwrócił się do nas, gotowy na nasze pierwsze pytanie.

leary
Timothy Leary w latach ’60

PLAYBOY: Doktorze Leary, ile razy zażywał pan LSD?

LEARY: Do tej pory miałem 311 sesji psychodelicznych.

PLAYBOY: Jak pan sądzi, co dały te sesje i jaką miały postać?

LEARY: Trudno jest opowiedzieć o tym w sposób przystępny. Powiedzmy tak: podczas pierwszego doświadczenia psychodelicznego miałem trzydzieści dziewięć lat. W tym czasie byłem mężczyzną w średnim wieku, zaangażowanym w średnio-wieczny proces starzenia się. Moja radość życia, moja otwartość zmysłów, moja kreatywność ześlizgiwały się w dół. Od tego czasu, sześć lat temu, moje życie odnowiło się w niemal każdym wymiarze. Większość moich kolegów z Uniwersytetu Kalifornijskiego i Harvardu oczywiście uważa mnie za nieco zbzikowanego ekscentryka. Przypuszczam, że mniej niż 15% moich kolegów po fachu rozumie i popiera to, czym się zajmuję. Można oczekiwać, że są to psychologowie będący raczej w młodszym przedziale wieku. Jeżeli znasz wiek danej osoby, to będziesz wiedzieć, co może ona czuć i myśleć na temat LSD. Środki psychodeliczne są medium młodości. Gdy poruszasz się w górę skali wieku, trzydziesto-, czterdziesto-, pięćdziesięciolatków, coraz mniej osób jest otwartych na skorzystanie z możliwości takich chemicznych propozycji.

PLAYBOY: Dlaczego tak się dzieje?

LEARY: Dla osób w wieku powyżej trzydziestu pięciu lub czterdziestu lat słowo „drag” oznacza jedną z dwu rzeczy: chorobę-doktora lub narkotyk-szatana-zbrodnię. Osobie, która ma taką neurologiczną fiksację na słowie „drag” nie jesteś w stanie powiedzieć nic, co mogłoby wpłynąć na zmianę jej opinii. Jest ona równie mocno przymarznięta do swoich poglądów, jak pies Pawłowa do swoich odruchów warunkowych. Z drugiej strony, dla ludzi w wieku poniżej dwudziestu pięciu lat, słowo „drag” odnosi się do szerokiej gamy środków zmieniających świadomość, począwszy do alkoholu, przez napoje pobudzające, amfetaminy i inne ogłupiacze, skończywszy na marihuanie i innych dragach psychodelicznych.

Dla średnio-wiecznej Ameryki może być to synonim natychmiastowej choroby psychicznej, ale dla większości Amerykanów poniżej dwudziestego piątego roku życia, psychodeliczny drag oznacza ekstazę, rozszerzenie zmysłów, doświadczenie religijne, objawienie, oświecenie, kontakt z naturą. Ciężko spotkać w dzisiejszych Stanach Zjednoczonych nastolatka lub młodego człowieka, który nie znałby przynajmniej jednej osoby mającej za sobą dobre doświadczenia z marihuaną lub z LSD. Horyzonty współczesnego młodego pokolenia, w sensie rozszerzonej świadomości są o lata świetlne poza horyzontami ich rodziców. Zaszła tu zmiana; nie ma odwrotu. Psychodeliczna bitwa została wygrana.

PLAYBOY: Co powiesz na takie standardowe oskarżenie, że LSD jest zbyt mocne i zbyt niebezpieczne, żeby je powierzać młodzieży?

LEARY: Nikt z nas nie wie jeszcze, w jaki sposób LSD można zastosować dla rozwoju i pożytku rodzaju ludzkiego. Jest to potężne narzędzie służące do uwalniania energii, dotychczas nie w pełni zrozumiane. Ale jeżeli miałbym się postawić w sytuacji piętnastolatka lub pięćdziesięciolatka, który ma użyć nowej formy niezrozumiałej dla niego energii, zawsze wybrałbym sytuację piętnastolatka. Dlaczego? Ponieważ piętnastolatek zastosuje nawą formę energii dla zabawy, dla zintensyfikowania wrażeń, aby się kochać, z ciekawości, dla osobistego rozwoju.

Wielu pięćdziesięciolatków straciło swoją ciekawość, straciło swoją zdolność do kochania się, przytępiło swoją otwartość na nowe wrażenia i chciałoby stosować nowe formy energii dla władzy, kontroli i wojen. A więc wcale się tym nie przejmuję, że młodzież wyrywa się z zajęć edukacyjnych, aby eksperymentować ze świadomości, by bawić się z nowymi formami energii i artystycznej ekspresji. Obecne pokolenie w wieku poniżej dwudziestu pięciu lat jest najmądrzejszym i najświętszym pokoleniem, jakie ludzkość kiedykolwiek widziała. I na Boga, zamiast lamentować, uwłaczać im i więzić, powinniśmy ich popierać, słuchać i podłączać się wraz z nimi.

PLAYBOY: Jeżeli zechcielibyśmy podążyć za twoją ostatnią sugestią, to co powinniśmy zrobić?

LEARY: Znajdź zaufanego przyjaciela, który wie gdzie można dostać LSD oraz jak przeprowadzić sesję, albo znajdź zaufanego i doświadczonego podróżnika LSD, aby przeprowadził cię przez trip.

PLAYBOY: Czy koniecznie trzeba mieć przewodnika?

LEARY: Tak. Jeżeli nie będziesz miał doświadczonego przewodnika, przynajmniej przez pierwszych 10-15 sesji, to doświadczenie może być dezorientujące.

PLAYBOY: A co z osobą, która nie może znaleźć ani przewodnika, ani źródła LSD pośród swoich przyjaciół? Co taka osoba powinna zrobić?

LEARY: LSD jest poza prawem, a ja nikogo nie zachęcam do łamania prawa. Jednakowoż powiem tak: w historii ludzkości człowiek, który chciałby rozszerzyć swoją świadomość odnaleźć głębsze znaczenie wewnątrz siebie, potrafił tego dokonać, jeżeli był gotów poświęcić na to czas i energii. W innych krajach i czasach, ludzie wędrowali boso 2000 mil, aby znaleźć duchowego nauczyciela, który pozwoliłby im się podłączyć do Buddy, Mahometa czy Ramakriszny.

PLAYBOY: Jeżeli nie możesz nam powiedzieć gdzie kupić LSD, to czy możesz nam objaśnić w jaki sposób można wyprodukować LSD? Jak nam wiadomo, można je zsyntetyzować w każdym dobrze wyposażonym laboratorium.

LEARY: To prawda. Ale udzielanie takich odpowiedzi byłoby nieodpowiedzialne. Wytwarzanie LSD jest aktualnie przestępstwem.

PLAYBOY: Zakładając, że możesz je mieć, w jaki sposób się bierze LSD? Czy może być wstrzykiwane czy też raczej połyka się je w kostce cukru?

LEARY: Może być wstrzykiwane, może też być dostarczane w formie proszku, pigułki czy roztworu, który jest bezwonny, bez smaku, i bez koloru. W każdym przypadku masz do czynienia z bardzo małą ilością. Sto mikrogram stanowi średnią dawkę.

PLAYBOY: Na jak długą sesję?

LEARY: Osiem do dwunastu godzin.

PLAYBOY: Jak to jest? Co się wówczas z tobą dzieje?

LEARY: Jeżeli będziemy mówić ogólnie, to co się wydarza każdemu, to doświadczenie niewiarygodnego przyspieszenia i intensyfikacji wszystkich zmysłów i wszystkich procesów umysłowych – które mogą być bardzo dezorientujące jeżeli nie jesteś na nie odpowiednio przygotowany. W ciągu każdej sekundy w twoim mózgu zapala się około stu milionów sygnałów; podczas każdej sekundy sesji LSD odkrywasz, że jesteś dostrojony do odbioru tysięcy wiadomości, których zazwyczaj nie rejestrujesz świadomie. Możesz otrzymywać symultanicznie niewiarygodną liczbę wiadomości z różnych części swojego ciała.

Ponieważ nie jesteś przyzwyczajony do takiego stanu rzeczy, może się to stać przyczyną niesamowitej ekstazy, albo dezorientacji. Niektóre osoby są przytłoczone tym fenomenem Niagary bodźców zmysłowych. Zamiast dwóch, trzech rzeczy dziejących się w krótkim odcinku czasu, nagle zalewa cię powódź świateł, kolorów, wrażeń, obrazów i możesz poczuć się całkowicie zagubiony. Odczuwasz nieznaną wcześniej, potężną, promieniującą z całego ciała i zmierzającą do uwolnienia, siłę. W stanie normalnej percepcji, mamy świadomość symboli statycznych. Ale gdy zaczyna działać LSD, wszystko zaczyna się ruszać i ten nieubłagany, bezosobowy, z wolna nabrzmiewający ruch będzie trwał przez wiele godzin sesji. To tak jakbyś całe swoje normalne życie uchwycił w nieruchomym kadrze, w niezdarnej, stereotypowej posturze, a potem z znienacka puścił film, obejmujący wiele wymiarów na raz, przeładowany kolorami i energią.

Pierwszą rzeczą, jakiej doświadczasz, jest niesamowite rozszerzenie świadomości zmysłów. Na przykład zmysł wzroku. W porównaniu do jakości widzenia pod wpływem LSD, stan normalnego widzenia jest jak obraz w źle nastrojonym telewizorze. Pod wpływem LSD, oczy działają jak mikroskop, w którym widzisz błyszczące, promieniujące szczegóły każdej rzeczy, na którą pada twój wzrok. Po raz pierwszy rzeczywiście dostrzegasz – nie statyczną, symbolicznie reprezentowaną, wyuczoną percepcję rzeczy, ale wzory światła odbijające się od obiektów znajdujących się w twoim otoczeniu, wpadających z prędkością światła w mozaikę pręcików i stożków siatkówki twojego oka. Wszystko wydaje się być żywe. Wszystko jest żywe i promieniuje ostrymi falami światła w kierunku twojej siatkówki.

PLAYBOY: Czy zmysł słuchu ulega podobnej intensyfikacji?

LEARY: Potwornie. Zazwyczaj słyszymy tylko wyizolowane dźwięki: dzwonek telefonu, brzmienie czyjegoś głosu. Ale gdy podłączasz się pod LSD, ośrodki korowe twojego ucha środkowego stają się drżącą membraną, napinającą się pod wpływem fal dźwięku. Wydaje się, że wibracje penetrują głęboko twoje wnętrze, nabrzmiewają i wybuchają. Słyszysz pojedynczą nutę sonaty Bacha i pozostaje ona w zawieszeniu błyszcząc, pulsując przez nieskończenie długi okres czasu, podczas gdy ty powoli orbitujesz dookoła niej. Następnie, setki lat później nadchodzi druga nuta sonaty i kolejne, po stuleciach – powoli dryfujesz wokół tych dwóch nut, obserwując harmonie i dysonanse zastanawiając się nad historią muzyki.

Gdy twój układ nerwowy jest podłączony do LSD i wszystkie połączenia rozbłyskują, zmysły zaczynają pokrywać się i łączyć. Nie tylko słyszysz, ale widzisz wydobywającą się z głośników muzykę – jak tańczące cząsteczki, jak skręcające się smugi pasty do zębów. W rzeczywistości widzisz dźwięk w postaci wielokolorowych wzorów słuchając go. W tym samym czasie jesteś dźwiękiem, jesteś nutą, jesteś struną skrzypiec czy fortepianu. I każdy z twoich organów pulsuje i przeżywa orgazm w tym rytmie.

PLAYBOY: Co dzieje się ze zmysłem smaku?

LEARY: Doznania smakowe również są zwielokrotnione, chociaż podczas sesji LSD nie ma się ochoty na jedzenie, tak jak nie miałbyś ochoty na przekąskę podczas pierwszego samodzielnego lotu naddźwiękowym odrzutowcem. Jednakże, gdy zajadasz się po sesji, doceniasz każdą z poszczególnych zalet pożywienia – konsystencję, elastyczność, lepkość – których w normalnym stanie nie jesteśmy świadomi.

PLAYBOY: Jak wygląda sprawa powonienia?

LEARY: Jest to jeden z najbardziej dojmujących aspektów doświadczenia LSD. To tak jakbyś oddychał po raz pierwszy w życiu, wspominasz z rozbawieniem i z niesmakiem ten plastikowy, bezwonny, sztuczny gaz, który zwykle nazywasz powietrzem. Podczas sesji LSD, odkrywasz, że wdychasz atmosferę składającą się z milionów mikroskopijnych wstążek węchowej taśmy telegraficznej, eksplodujących w twoich nozdrzach ekstatycznym znaczeniem. Gdy będąc, w pewnym oddaleniu, podczas doświadczenia LSD, siedzisz w jednym pokoju z kobietą, uświadamiasz sobie tysiące płynących od niej, penetrujących, chemicznych informacji, wpływających wraz z powietrzem do twoich centrów zmysłowych: symfonia tysiąca zapachów, które emanują z nas w każdej chwili – szampon, jakiego używa, jej perfumy, jej pot, zapach jej oddechu i przemiany materii, woń jej seksu, zapach jej ubrania – erotyczne pociski eksplodujące w komórkach węchowych.

PLAYBOY: Czy zmysł dotyku staje się równie erotyczny?

LEARY: Dotyk staje się zarówno elektryczny jak i erotyczny. Przypominam sobie taki moment, kiedy podczas pewnej sesji Rosemary pochyliła się nade mną i delikatnie dotknęła swoim palcem środka mojej dłoni. Sto tysięcy komórek w mojej ręce natychmiast eksplodowało miękkim orgazmem. Ekstatyczne energie pulsowały wzdłuż mojego ramienia atakując mózg, podczas gdy następnych sto tysięcy komórek miękko eksplodowało czysty delikatną rozkoszą. Dystans pomiędzy palcem mojej żony, a moją dłonią wynosił 50 mil, wypełnionych bawełnianą słodyczą, przenikniętych tysiącami srebrnych przewodów, po których tam i z powrotem pędziły ładunki energii. Z jej palca przepływały fale pulsującej energii. Jedna po drugiej przepływały fale złożone z rozkosznie delikatnej eterycznej tkanki, powodujące drżenie, goniące się nawzajem pomiędzy moją dłonią i jej palcem.

PLAYBOY: Czy ta rozkosz miała charakter erotyczny?

LEARY: Transcendentalnie. Pod wpływem LSD z każdego włókna twojego ciała uwalnia się niesamowita ilość energii – wliczając w to w szczególności energię seksualną. Nie ma wątpliwości, że LSD jest najpotężniejszym z wszystkich wynalezionych przez człowieka afrodyzjaków.

PLAYBOY: Czy mógłbyś to rozwinąć?

 

LEARY: Po prostu wrażenia seksualne pod wpływem LSD ulegają cudownemu spotęgowaniu i intensyfikacji. Nie chcę przez to powiedzieć, że jest to po prostu zwiększenie potencji. Nie doznaje się także w sposób automatyczny przedłużonej erekcji. To twoja wrażliwość wzrasta o tysiąc procent. Wyjaśnię to w ten sposób: w porównaniu z kochaniem się po LSD, sposób, w jaki uprawiasz miłość – bez względu na to jak bardzo nie byłaby to ekstatyczna przyjemność – jest jak kochanie się ze sklepowym manekinem. Podczas zmysłowej i komórkowej komunii wywołanej przez LSD, możesz spędzić pół godziny na pieszczeniu oczu i następne pół godziny kochając się za pomocą oddechu.

TcEl9M7

Podobnie jak i ty, ona również jest pobudzona tysiącem zmysłowych i komórkowych organicznych zmian. Zwyczajny stosunek seksualny wywołuje specyficzne zmiany chemiczne, pobudzenie i określone interakcje w ściśle zlokalizowanych strefach, nazywanych przez psychologów erogennymi. Sądzę, że są to wulgarne i sprośne koncepcje. Gdy kochasz się po LSD, to tak jakby każda z tryliona komórek twojego ciała, kochała się z każdą komórką jej ciała. Twoja ręka nie pieści jej skóry, lecz zatapia się i łączy z pradawnym źródłem ekstazy wewnątrz niej.

PLAYBOY: Jak często kochałeś się będąc pod wpływem LSD?

LEARY: Za każdym razem. W rzeczywistości jest to wszystkim, czym jest doświadczenie LSD. (Po)łączenie się, (p)oddanie się, przepływ, unia, komunia. To wszystko jest kochaniem. Kochasz się ze światłem świecy, z falami dźwięku dobiegającymi z gramofonu, z wazą pełną owoców, stojącą na stole, z drzewami, Przebywasz w pulsującej harmonii ze wszystkimi energiami dookoła ciebie.

PLAYBOY: Włącznie z tymi płynącymi od kobiety?

LEARY: Trzy niemożliwe do uniknięcia cele sesji LSD to: odkrycie i miłość z Bogiem, odkrycie i miłość z samym sobą, oraz odkrycie i miłość z kobietą. Nie możesz tego dokonać z samym sobą, jeżeli nie uczyniłeś tego z nieskończonym, otaczającym cię procesem energii i nie możesz zrobić tego z kobietą, dopóki nie zrobisz tego z sobą. Naturalnym i oczywistym sposobem brania LSD, jest sesja z przedstawicielem płci przeciwnej, a sesja LSD, która nie powoduje w ostateczności połączenia się z osobą płci przeciwnej, jest niecałkowita. Im bardziej rozszerza się twoja świadomość, im dalej możesz wznieść się ponad swój umysł, tym głębsza, bogatsza, dłuższa i Pełniejsza znaczenia staje się twoja seksualna komunia.

PLAYBOY: Słyszeliśmy o sesjach, w których pary kochały się aż do krawędzi wyczerpania, ale nigdy nie wydawały się być wyczerpane. Czy to prawda?

LEARY: Tak.

PLAYBOY: Czy możesz nam opisać wrażenie orgazmu pod wpływem LSD?

LEARY: Tylko najbardziej lekkomyślny poeta mógłby próbować to zrobić. Muszę wam powiedzieć tak: „Jak się to opowiada małym dzieciom?” Dziecko pyta: „Tato, czym jest seks?”, a ty starasz się to opisać i potem dziecko mówi: „Hm, czy to jest takie fajne jak cyrk?”, ty odpowiadasz: ;,No, nie zupełnie takie”. Dziecko mówi: „Czy to jest takie fajne jak lody czekoladowe?”, ty na to: „Więc to jest tak, ale znacznie, znacznie więcej niż to”. A dziecko mówi: „A więc to jest tak jak jazda na roller-coasterze?” i odpowiadasz: „Częściowo tak, ale to jest jeszcze więcej niż to”. Krótko mówiąc, nie mogę ci powiedzieć jak to, jest, ponieważ nie jest to niczym, co kiedykolwiek ci się przydarzyło – i ponadto nie istnieją adekwatne słowa, które mogłyby to opisać. Nie dowiesz się jak to jest, dopóki sam nie spróbujesz, a wtedy nie będzie potrzeby, żeby ci o tym mówić.

PLAYBOY: Słyszeliśmy, że niektóre kobiety mające zazwyczaj trudności z osiągnięciem orgazmu, będąc pod wpływem LSD, odkrywają w sobie zdolność do przeżywania orgazmów wielokrotnych. Czy to jest prawda?

LEARY: Podczas troskliwie przygotowanej, miłosnej sesji LSD, kobieta może mieć kilkaset orgazmów.

PLAYBOY: Kilkaset?

LEARY: Tak. Kilka razy po sto.

PLAYBOY: A co z mężczyzną?

LEARY: To zaabsorbowanie liczbą orgazmów, jest psychicznym kanałem dla wielu mężczyzn i kobiet. Jest to równie gruboskórne i wulgarne jak zastanawianie się nad tym, ile zapłaciła za szlafrok.

PLAYBOY: Jednakże musi być jakiś rodzaj fizjologicznego porównania. Jeżeli kobieta może mieć kilkaset orgazmów, ile ich może mieć mężczyzna w optymalnych warunkach?

LEARY: Zależałoby to całkowicie od ilości seksualnego i psychodelicznego doświadczenia danego mężczyzny. Jeżeli o mnie chodzi, to mogę porównywać wyłącznie, kim byłem, z tym czym jestem teraz. W ciągu ostatnich sześciu lat moja otwartość, moje reakcje, mój współudział w każdej formie zmysłowych wrażeń, zostały zwielokrotnione tysiąckrotnie.

PLAYBOY: O tym aspekcie działania LSD przebąkiwano w prywatnych rozmowach, ale jak dotąd nie mówiono o tym publicznie. Dlaczego?

LEARY: Silne seksualne działanie LSD jest tajemnicą publiczną, o której nikt z nas nie mówił w ostatnich latach. W kontekście społecznym, wystarczająco niebezpiecznie jest mówić o tym, że LSD pomaga ci odnaleźć boskość oraz że pomaga w odkrywaniu samego siebie. Gdy tylko o tym powiesz – już wpadasz w kłopoty. Lecz jeśli oświadczysz, że doświadczenie psychodeliczne jest przede wszystkim doświadczeniem seksualnym, dopraszasz się o to, by cały ten średnio-wieczny monolit klasy średniej zwalił się na głowę. jednakże w chwili obecnej, mam na karku wyrok trzydziestu lat więzienia, co dla czterdziestopięcioletniego mężczyzny jest wyrokiem dożywocia, a w dodatku jestem oskarżony o drugie przestępstwo związane z marihuaną, zagrożone 16-letnim wyrokiem.

Ponieważ autorytety klasy średniej znajdujące się w średnim wieku nie mogą mi już więcej dołożyć oraz z tego powodu, że tajemnica nie jest już sekretem wśród młodzieży, czuję że wolno mi teraz powiedzieć to, czego nigdy nie powiedzieliśmy wcześniej: ekstaza seksualna jest podstawowym powodem aktualnego boomu LSD. Gdy dr Goddard, naczelnik Food and Drug Administration oświadcza podczas przesłuchań w Senacie, że 10% studentów w college’ach bierze LSD czy kiedykolwiek zastanawiasz się dlaczego?

To jasne, że odkrywają Boga i znaczenie; jasne, że odkrywają samych siebie; ale czyżbyś naprawdę myślał, że to nie sex jest fundamentalną przyczyną tego kipiącego, społecznego, młodzieżowego boomu? Nie możesz już więcej prowadzić badań nad LSD, pozostawiając na uboczu ekstazę seksualną, tak jak nie możesz przeprowadzać badań nad tkankami, odkładając na bok kwestie komórek.

LSD nie jest bynajmniej automatycznym włącznikiem seksualnego prze budzenia. Gdy bierzesz je pierwszych 10 razy możesz być niezdolny do seksualnych doświadczeń, ponieważ jesteś przytłoczony i zachwycony – albo przestraszony i skonfundowany – przez nowość doświadczenia; w tym momencie idea seksu może być nieistotna, albo niepojmowalna. Lecz jest to zależne od otoczenie i partnera. Jeżeli mężczyzna i jego partnerka biorą LSD wspólnie, jest prawie nieuniknione, że ich energie seksualne będą niewyobrażalnie zintensyfikowane i o ile nie wystąpi jakaś niezdarność lub nie pojawi się strach którejś ze stron, albo inne bloki, zostaną doprowadzeni do głębszego doświadczenia niż mogli kiedykolwiek przypuszczać.

Od początków naszych badań, byłem świadomy tej wstrząsającej mocy LSD. Musicie zwracać wielką uwagę na to, by brać LSD wyłącznie z kimś, kogo dobrze znacie, ponieważ jest prawie nieuniknione, że kobieta zakocha się w mężczyźnie, który podzielił z nią doświadczenie LSD. W rezultacie sesji LSD mogą się rozwinąć głębokie i długotrwałe wzorce neurologiczne głębokie emocjonalne zobowiązania, które mogą pozostać do końca życia Z tego powodu, zawsze byłem wyjątkowo ostrożny przy przeprowadzania sesji z udziałem kobiety i mężczyzny. Zawsze staramy się o to, aby podczas pierwszej sesji danej osoby był obecny mąż, albo żona, gdy zatem rozwiną się owe potężne napięcia, można je skierować w stronę odpowiedzialnego rozładowania po sesji.

PLAYBOY: Czyżbyś głosił psychodeliczną monogamię?

 

love
Obraz Alexa Graya

LEARY: Cóż, nie mogę uogólniać, ale jedna z największych lekcji, jaki wyniosłem z sesji z LSD to fakt, że każdy mężczyzna zawiera w sobie esencję wszystkich mężczyzn, zaś każda kobieta zawiera w sobie wszystkie kobiety. Przypominam sobie sesję z przed kilku lat, gdy z przerażeniem i ekstazą otworzyłem oczy i spojrzałem w oczy Rosemary i zostałem wciągnięty w ich głębię, wpływając łagodnie do wnętrza jej umysłu, doświadczają wszystkiego czego ona doświadczała, rozpoznając każdą z jej myśli.

Podczas gdy mój wzrok był przykuty do jej oczu, jej twarz zaczęła podlega zmianom. Widziałem ją jako dziewczynę, dziecko, starą kobietę z siwymi włosami o pomarszczonej twarzy. Widziałem ją jako wiedźmę, madonnę, zrzędliwą babę, opromienioną królową, Bizantyjską dziewicę, zmęczoną, doświadczoną orientalną dziwkę, która przejrzała każdy widziany przez nią tysiące razy aspekt życia.

Była wszystkimi kobietami, była każdą kobietą, esencją kobiecości – śmiejące się, żartobliwe oczy, poddające się, demoniczne, wciąż zapraszające: „Zobacz mnie, usłysz mnie, przyłącz się do mnie, połącz się ze mną, podtrzymaj rytm tego tańca”. Zatem – jak sądzę – implikacje tego doświadczenia dla wzajemnego doboru i seksualności są oczywiste. I dlatego też, bynajmniej nie z przyczyn moralnych obwarowań, czy zahamowań, jeżeli chodzi o stosowanie przeze mnie LSD w ostatnich sześciu latach, jestem krańcowym monogamistą.

PLAYBOY: Czy to oznacza, że mówiąc o monogamii masz na myśli całkowitą seksualną wierność jednej kobiecie?

LEARY: Pomysł, żeby biegać w kółko, próbując wyszukiwać różne partnerki, jest koncepcją na bardzo niskim poziomie. Żyjemy w świecie o gwałtownie wzrastającej liczbie ludności, w którym jest coraz więcej pięknych, młodych panienek, usamodzielniających się z każdym miesiącem. Jest zatem oczywistością, że seksualne kryteria przeszłości podlegają zmianie, oraz że wymagania, jakie stawiamy osobnikom z naszym zasobem zmysłów i komórek, nie polegają wyłącznie na powtarzaniu miłosnych historii z kolejnymi młodymi ciałami, ale na eksploracji niewiarygodnych głębin i zakresów twojej własnej tożsamości wraz z pojedynczym przedstawicielem płci przeciwnej.

To wymaga czasu i zobowiązania w trakcie podróży…. Istnieje szczególny rodzaj neurologicznej i komórkowej wierności, która rozwija się stopniowo. Wiele lat temu powiedziałem, że w przyszłości, podłożem rozwodu nie będzie fakt, że twoja żona poszła z innym facetem do łóżka, aby się pokotłować z nim na materacu przez godzinę czy dwie, ale to że twoja żona odbyła sesję LSD z kimś innym, z uwagi na siłę rozwijających się wówczas wzajemnych powiązań.

PLAYBOY: Istnieją takie relacje, według których spora liczba kobiet przebywających w twoim towarzystwie jest ci więcej niż przychylna. Tak naprawdę, jeden z twoich przyjaciół powiedział nam, że jeżelibyś zechciał, to mógłbyś mieć dwie lub trzy różne kobiety każdej nocy. Czy miał rację?

LEARY: Przez ostatnich sześć lat, większość czasu spędziłem w sposób bardzo spokojny w naszych ośrodkach badawczych. Ale podczas wyjazdowych odczytów, przy udziale rozentuzjazmowanych zgromadzeń, nie ulega wątpliwości fakt, że charyzmatyczna, publiczna postać generuje pociąg i stymuluje reakcje seksualne.

PLAYBOY: Jak często, takie reakcje budzą w tobie oddźwięk?

LEARY: Każda kobieta ma wbudowaną w swoje tkanki i komórki tęsknotę za bohaterem, mitycznym mędrcem, który by w niej inicjował i dzielił z nią jej boskość. Lecz przypadkowe stosunki seksualne nie zaspakajają tej głębokiej tęsknoty. Każda z charyzmatycznych postaci, świadoma swoich mitycznych mocy budzi ten podstawowy głód w kobietach i okazuje im szacunek na poziomie, który jest odpowiedni i współbrzmiący w danej chwili. Jednakże kompulsywne obłapianie, rzadko bywa właściwym sposobem takiej komunikacji.

PLAYBOY: Czyżbyś nie aprobował przypadkowych romansów, dla kto Tych katalizatorem było LSD?

LEARY: Nie jestem z tych, co mówią innym jak mają postępować. A, i chciałbym powiedzieć, że jeżeli zechcesz zastosować LSD jako pomoc w uwodzeniu kobiet, znajdziesz się w bardzo upokarzającej i kłopotliwi sytuacji, ponieważ to po prostu nie zadziała. Pod wpływem LSD jej oczy przejrzą cię na wylot, a ona zobaczy bez ogródek twoje zamiary, gdy zbliżysz się ze swoimi łapskami, rutynowo kręcąc wąsem. Będziesz wygląda jak skończony dupek i ona może roześmiać ci się w twarz, albo przybierzesz wygląd potwora i ona będzie krzyczeć, wpadając w stan paranoi. Ni dobrego z tego nie wyniknie, jeżeli LSD zostałoby użyte w grubiański sposób dla celów zdobycia nad kimś władzy, lub manipulacji.

PLAYBOY: Przypuśćmy, że spotykasz na prywatce dziewczynę, z którą znajdujesz natychmiast wspólny język i oboje decydujecie się na LSD trip tej samej nocy. Jak to będzie wyglądać w takich warunkach?

LEARY: Musisz pamiętać, że biorąc z kimś LSD, dobrowolnie odrzucasz cały swój system obronny i całkowicie otwierasz się w sposób niezwykle podatny na zranienia. Jeżeli ty i dziewczyna jesteście na to gotowi, wówczas – podczas wspólnego tripu – zaistnieje natychmiastowy i głęboki wzajemny związek. Ludzie dobrze zaznajomieni z LSD, mogą być zdolni do takich działań po krótkiej znajomości, ale osoba niedoświadczona prawdopodobnie znajdzie się w krańcowym zamieszaniu i tacy ludzie mogą się całkowicie odizolować od siebie. Mogą zostać wciągnięci w poruszając się w ich wnętrzu wir zachwytu, albo konfuzji, zapominając przy tym całkowicie o obecności drugiej osoby.

PLAYBOY: Według niektórych raportów, LSD może stać się impulsem uruchamiającym uśpione skłonności homoseksualne u osób, które wcześniej były wyłącznie heteroseksualne. Czy jest w tym coś z prawdy?

LEARY: Wręcz przeciwnie, w rzeczywistości LSD jest specyfikiem leczącym homoseksualizm. Dobrze wiadomo, że większość seksualnych odchyleń nie wynika z biologicznych uwarunkowań, ale z bolesnych i zaburzonych doświadczeń dzieciństwa. Z tego powodu nie dziwi nas, że mieliśmy wiele przypadków długoletnich homoseksualistów, którzy będąc pod wpływem LSD odkryli, że są nie tylko genitalnie, ale i genetycznie mężczyznami, że przede wszystkim są atrakcyjni dla kobiet. Najsłynniejszym i najbardziej znanym z takich przypadków jest przykład Allena Ginsberga, który otwarcie stwierdził, że po raz pierwszy poczuł pociąg do kobiet podczas sesji LSD kilka lat temu. Ale jest to jeden z licznych tego typu przypadków.

PLAYBOY: Czy to samo działo się w przypadku lesbijek?

LEARY: Właśnie chciałem przytoczyć taki przykład. Do naszego centrum w Meksyku przyjechała wyjątkowo atrakcyjna dziewczyna. Była lesbijką i była bardzo aktywna seksualnie, lecz całe jej energia była poświęcona na robienie tego z dziewczynami. Podczas sesji LSD w jednym z naszych domków, zeszła na plażę i zobaczyła młodego mężczyznę w kąpielówkach i – bach! – po raz pierwszy w jej życiu wewnątrzkomórkowa elektryczność przepłynęła przez jej ciało i zrobiła pomost nad wyrwą. Następni z pośród wybieranych przez nią partnerów, byli niemal w wyłącznie przedstawicielami płci przeciwnej. Z tego samego powodu LSD jest potężnym lekiem na impotencję i oziębłość, które podobnie jak homoseksualizm są symbolicznymi zaburzeniami sfery psychicznej.

Doświadczenie LSD wpycha cię w kontakt z wiedzą twojego ciała, twojego układu nerwowego, twoich komórek, twoich narządów, I im bliżej znajdujesz się przekazów płynących z ciała, tym bardziej oczywiste staje się to, że zostałeś stworzony i przeznaczony do prokreacji i podtrzymywania strumienia życia. Gdy stajesz w konfrontacji z podstawowym faktem na poziomie komórkowym, będąc pod działaniem LSD, stwierdzasz, że twoja impotencja lub twoja oziębłość, jest spowodowana twoimi neuropsychologicznymi kompleksami wynikłymi ze strachu lub wstydu, że nie mają one znaczenia dla twoich komórek, że nie mają nic wspólnego z biochemicznymi mocami wewnątrz twojego ciała, pchającymi cię do połączenia się i stworzenia pary z członkiem przeciwnej płci.

PLAYBOY: Czy LSD zawsze działa jako lek w problemach seksualnych?

LEARY: Oczywiście, że nie. LSD nie gwarantuje żadnych specyficznych socjalnych czy seksualnych wyników. Ktoś może wziąć LSD, zostawić żonę i dzieci i odejść, aby zostać mnichem nad brzegiem Gangesu. Inny weźmie LSD i powróci do swojej żony. Jest to wysoce zindywidualizowana sytuacja. Wysoce nieprzewidywalna. Podczas sesji LSD może nastąpić bardzo precyzyjna percepcja twojego pełnego rutyny życia społecznego i zawodowego.

Możesz ku swojemu przerażeniu odkryć, że prowadzisz egzystencję robota, że twoje relacje z szefem, żoną i rodziną są stereotypowe, puste i pozbawione znaczenia. W tym momencie może przyjść pragnienie zrezygnowania z tej wyjałowionej egzystencji, zebrania myśli, odejścia i odizolowania się od świata na drodze mnicha i zrozumienia w tym czasie, do jakiego życia (o ile w ogóle) chcesz powrócić.

Z drugiej strony jednak, odkryliśmy, że podawanie LSD członkom grup zakonnych powodowało nieodwracalną tendencję do porzucenia monastycznego stylu życia i znalezienia partnerskich związków. Kilku mężczyzn dobrze po czterdziestce, było mnichami przez 15 lub 20 lat i pomimo swego dojrzałego wieku powróciło do społeczeństwa, ożenili się i przystosowali do heteroseksualnego stylu życia.

Nieprzypadkowo wszyscy badani spośród grup religijnych, którym podawałem LSD – ponad 200 pastorów, księży, studentów seminariów i zakonnic – doświadczało najbardziej intensywnych reakcji seksualnych. W dwóch grupach religijnych, które najwyżej ceniły czystość i celibat nastąpiła masowa ucieczka mnichów i mniszek, porzucających religijne zobowiązania w celu zawarcia małżeństw, po serii doświadczeń z LSD.

Jak widzicie sesja LSD jest przemożnym przebudzeniem doświadczenia; uwalnia potencjalne, pierwotne energie, a jedną z nich stanowi seksualny impuls, który jest najmocniejszym impulsem na każdym z poziomie życia organicznego. Być może ci ludzie po raz pierwszy w życiu stanęli twarzą w twarz z potężnymi siłami życia, które wcześniej zamurowali przy pomocy zrytualizowanych reakcji obronnych i stworzonych przez siebie fikcji.

PLAYBOY: Wielką sprawą poruszaną przez zwolenników LSD, włączając w to ciebie, są kwestie określane terminami religijnego mistycyzmu. Wcześniej mówiłeś o odkryciu „boskości” dzięki LSD. W jakim sensie doświadczenie LSD jest doświadczeniem religijnym?

LEARY: To zależy, co rozumiesz przez pojęcie „religia”. Niemal dla każdego, doświadczenie LSD jest konfrontacją z wiedzą i energią, która pomniejsza i napełnia pokorą umysł człowieka. Doświadczenie grozy i objawienia jest często opisywane jako religijne. Uważam, że moja praca jest przede wszystkim religijna, ponieważ jej celem jest systematyczna ekspansja świadomości i odkrywanie tych energii, które ludzie nazywają „boskimi”. Z psychodelicznego punktu widzenia, niemal wszystkie religie usiłują – czasem w sposób ograniczony czasowo lub narodowo – odkryć wewnętrzny potencjał. Zatem LSD jest jogą Zachodu. Celem religii Wschodu, tak jak celem LSD, jest wznieść się do góry: to znaczy rozszerzyć swoją świadomość i odnaleźć ekstazę i zawarte w niej objawienie.

PLAYBOY: Dr Gerald Klee z Narodowego Instytutu Zdrowia Umysłowego (National Institute of Mental Health), napisał: „Ci którzy mówią, że LSD rozszerza świadomość, mają za zadanie zdefiniowanie tego terminu. Przy zastosowaniu konwencjonalnej definicji, myślę, że LSD nie rozszerza świadomości”. Co o tym sądzisz?

LEARY: Cóż, zastosował on wąską, konwencjonalną definicję świadomości, zgodnie z którą psychiatrzy powiadają: istnieją dwa poziomy świadomości – sen, oraz normalna świadomość symboliczna. Wszystko poza tymi dwoma jest stanem choroby umysłowej. Zatem zgodnie z klasyczną definicją LSD nie symbolicznej rozszerza świadomości; a zatem wytwarza psychozy. W kategoriach swojej konwencjonalnej, symbolicznej rozgrywki, dr Klee ma rację. Twierdzę, że jego definicja jest zbyt wąska, że wywodzi się z godnego ubolewania, prymitywnego i zabobonnego systemu świadomości. Mój system świadomości – sprawdzony poprzez doświadczenie setek tysięcy wytrenowanych podróżników, tych którzy brali LSD – jest określany przez siedem różnych poziomów świadomości.

PLAYBOY: Czym one są?

LEARY: Najniższe poziomy świadomości to sen i stupor, wytwarzają go narkotyki, barbiturany i nasz narodowy ogłupiacz, alkohol. Trzeci poziom świadomości jest konwencjonalnym stanem przebudzenia, w którym świadomość jest zajęta uwarunkowaniami symbolicznymi: flagi, znaki dolarów, stanowiska w pracy, nazwy gatunku, przynależność partyjna i temu podobne. Jest to poziom, który większość ludzi, włączając w to psychiatrów uważa za rzeczywistość; nie znając jej nawet w połowie.

Następne dwa poziomy świadomości, somatyczna i zmysłowa, będzie jak sądzę szczególnie interesowała czytelników Playboya, gdyż większość z nich należy do młodszej generacji, która jest bardziej sensualna niż purytańscy Amerykanie starszego pokolenia. Aby osiągnąć poziomy somatyczny i sensualny, musisz uczynić coś w celu odłączenia się od symboli i otwarcia miliardów twoich zmysłowych detektorów rejestrujących miliardy docierających do nich impulsów.

Środki chemiczne, które otwierają drzwi do tych poziomów są dobrze znane od stuleci kulturom, które akcentują delikatny, sensualny proces stymulacji ciała: kultura arabska, kultura Indian, kultura Mongołów. To marihuana. Nie ma dwóch zdań, co do tego, że marihuana jest stymulatorem zmysłów i to wyjaśnia nie tylko, dlaczego jest najchętniej wybierana przez młodych ludzi, ale także, dlaczego wzbudza taki strach i panikę wśród średnio-wiecznych, alkoholowych prymitywów, czerwononosych biurokratów z klasy średniej, wprawiających w ruch anty-narkotykowe agendy.
Gdybyż oni tylko wiedzieli, co ich omija.

Ale musimy przedstawić tęskne wyrazy pożegnania cielesnym poziomom świadomości i przejść na poziom szósty, nazwany przeze mnie poziomem komórkowym. Dobrze wiadomo, że mocniejsze psychodeliki takie jak meskalina i LSD, zabierają cię poza zmysły w świat świadomości komórkowej. Neurologiczną istotą sprawy jest to, że każda z 13 miliardów komórek twojego mózgu jest połączona z jakimiś 25000 innych komórek i wszystko co wiesz pochodzi z komunikacyjnej wymiany odbywającej się w zakończeniach twoich komórek nerwowych. Podczas sesji LSD, niezliczone skupiska tych komórek zostają podłączone i świadomość wiruje w niesamowitych panoramach, dla których nie znajdujemy ani słów ani zdatnych do opisu pojęć. Najbardziej akuratną w tym miejscu metaforą jest metafora mikroskopu, która pozwala przybliżyć świadomości wzory komórkowe, niewidoczne gołym okiem.

W ten sam sposób dzięki LSD, do świadomości kodera dociera wewnątrzkomórkowy dialog, który w normalnym stanie jest niesłyszalny i dla którego nie znajdujemy adekwatnego, symbolicznego języka. Zaczynasz być świadomy procesów, do których nigdy wcześniej nie byłeś dostrojony. Czujesz jak zagłębiasz się w miękką, bagienną tkankę swojego ciała, powoli dryfując wgłąb ciemnych, czerwonych rozlewisk, płynąc poprzez kapilarne kanały, delikatnie popychany przez nieskończone komórkowe maszynerie, starodawne tykanie włóknistych czasomierzy, trzaskanie, sapanie, niesłabnącą pracę pomp. Będąc w ten sposób wchłoniętym przez tkankowy kombinat, oraz przez żylno-tętniczy system zaopatrzeniowy wewnątrz twojego ciała, możesz ulec przerażeniu, gdy przydarzy ci się to po raz pierwszy w życiu. Lecz może być to zarówno straszliwe i przerażające, jak i pełne czci i zdumienia.

PLAYBOY: Czy jest coś więcej?

LEARY: Tak i ten poziom jest nawet bardziej obcy i przerażający. To jest poziom prekomórkowy, którego można doświadczyć tylko pod wpływem bardzo dużych dawek LSD. Twoje komórki nerwowe uświadamiają sobie – podobnie jak komórki profesora Einsteina – że cała materia, wszystkie struktury są pulsującą energią; podczas głębokiej sesji LSD pojawia się sil druzgocący moment, gdy twoje ciało, oraz świat dookoła ciebie rozpuszczają się w migoczącą kratownicę pulsujących białych fal, w cichy, subkomórkowy świat poruszającej się tam i z powrotem energii.

W ciągu ostatnich 4000 lat zapisywanej historii, mistycy i wizjonerzy określali to mianem „białego światła” albo „tańca energii”. Nagle zdajesz sobie sprawę z tego, że wszystko, o czym myślałeś jako o rzeczywistości, albo o samej istocie życia – włączając w to twoje ciało – jest tylko tańcem cząsteczek. Odkrywasz, że jesteś przeraźliwie osamotniony w martwym, bezosobowym świecie czystej energii, zasilającej twoje organy zmysłów.

Jest to oczywiście jedno z najstarszych stwierdzeń filozofii orientalnej, że nie istnieje nic oprócz chemii twojej własnej świadomości. Ale jeżeli rzeczywiście przytrafi ci się to po raz pierwszy podczas doświadczenia z LSD, może być to odebrane jako pełne trwogi odkrycie wyizolowania. W tym momencie nieprzygotowany użytkownik LSD często wykrzykuje: „Umarłem!”. I siedzi wypełniony strachem, bojąc się poruszyć. Dla doświadczonego podróżnika, takie objawienie będzie pełne radości: wskoczyłeś do wewnętrznego wzoru Einsteina, penetrowałeś ostateczność natury rzeczy i wibrowałeś w harmonii z pulsacją pierwotnych, kosmicznych rytmów.

PLAYBOY: Czy często zdarzało ci się coś takiego podczas twoich sesji?

LEARY: Doświadczałem tego w około 50% z 311 sesji LSD. Za każdym razem gdy pojawia się ten moment, bez względu na to jak wielkie masz doświadczenie z LSD, występuje moment strachu – ponieważ nikt nie lubi gdy wygodny świat obiektów i symboli, a nawet komórek, rozpada się w obraz podstawowych wzorów fizycznych.

PLAYBOY: Czy wierzysz w to, że może być głębszy poziom świadomości niż ponad komórkowy?

LEARY: Mam nadzieję. Wiemy, że istnieje wiele różnych poziomów energii wewnątrz i naokoło nas, i mam nadzieję, że w ciągu naszego życia te poziomy otworzą się dla nas, gdyż faktem jest, że nie istnieje taka forma energii na tej planecie, która nie byłaby zapisana gdzieś w naszym ciele. W każdą z naszych komórek są wbudowane molekularne pasma pamięci i świadomości nazywane kodem DNA – genetyczna matryca, która projektuje i konstruuje twoje ciało. Jest to starodawne pasmo cząsteczek, które zawierają w sobie pamięć każdego poprzedniego organizmu, który wniósł wkład w twoją obecną egzystencję.

W twoim kodzie DNA zapisana jest genetyczna historię twojego ojca i matki. I to biegnie wstecz poprzez pokolenia, przez eony czasu. Twoje ciało dźwiga w sobie proteinowy zapis wszystkiego, co ci się przydarzyło od chwili, gdy zostałeś poczęty jako jednokomórkowy organizm. Jest to żywa historia każdej z form przekształconej energii, sięgająca wstecz do uderzenia błyskawicy w prekambryjskie błota, co zainicjowało procesy życiowe dwa miliardy lat temu. Gdy badani relacjonują cofnięcie się w czasie pod wpływem LSD oraz wizje poprzednich inkarnacji, nie jest to ani mistyka, ani coś nadzwyczajnego. To jest po prostu nowoczesna biogenetyka.

PLAYBOY: Powiedz nam coś więcej o tych wizjach.

LEARY: Nie wiemy, w jaki sposób przechowywane są te wspomnienia, ale w twoim mózgu są zarejestrowane niezliczone zdarzenia z wczesnego dzieciństwa, a nawet z życia płodowego i mogą one przedostawać się do świadomości w trakcie doświadczenia z LSD.

PLAYBOY: Czy jedynie sobie je przypominasz, czy też je przeżywasz?

LEARY: Doświadczenia, które wracają pod wpływem LSD są ponownie przeżywane – za pomocą wzroku, dźwięku, zapachu, smaku i dotyku dokładnie w taki sposób, w jaki zdarzyły się uprzednio.

PLAYBOY: Jeżeli te doświadczenia pochodzą z bardzo wczesnego okresu życia, w jaki sposób możesz uzyskać pewność, że są to w większym stopniu prawdziwe wspomnienia, niż żywe halucynacje?

LEARY: Istnieje możliwość sprawdzenia niektórych z tych dawnych wspomnień, ale większość tego banku pamięci, który jest zbudowany z włókien twoich proteinowych komórek, nigdy nie będzie mogła być zweryfikowana przez obserwację z zewnątrz. Kto miałby możliwość potwierdzić, co odbierał twój układ nerwowy przed narodzinami, wewnątrz twojej matki? Ale jest oczywistym faktem, że twój układ nerwowy działał w czasie, gdy przebywałeś jeszcze w macicy. Było to rejestrowanie i odbieranie elementów świadomości. Dlaczego zatem, miałoby być zaskakujące to, że w jakiś czas później, gdy już otrzymałeś chemiczny klucz, jesteś w stanie odtworzyć wspomnienia dziewięciu niebezpiecznych i ekscytujących miesięcy przed narodzinami?

PLAYBOY: Czy można dokonywać selekcji tych wspomnieniowych wizji? Czy można zgodnie ze swoim życzeniem podróżować w czas przeszły?

LEARY: Tak, można. Jest to specjalny projekt, nad którym ostatnio pracuję. Sporządziłem wykres drzewa genealogicznego mojej rodziny i przemierzam je wstecz na tyle na ile potrafię. Usiłuję zgłębić pulę genów, z której wyłonili się moi przodkowie w Irlandii i we Francji.

PLAYBOY: Z jakim powodzeniem?

LEARY: No cóż, są pewne momenty w historii mojej ewolucji, które mogę osiągnąć w każdej chwili, ale są także pewne zabałaganione zaułki na ścieżce mego rodu, w które często wpadam, a ponieważ są przerażające, uwalniam się do nich, otwieram oczy i zatrzymuję ich bieg. W wielu sesjach, będąc w przeszłości przed 300 laty, często spotykam szczególnego. wyglądającego na Francuza faceta, z czarnymi wąsami, o raczej niebezpiecznym wyglądzie. I jest kilka niezmiernie ekscentrycznych, powtarzających się sekwencji w kraju anglo-saksońskim, które mnie wybitnie zakłopotały, gdy przeżywałem je podczas moich sesji z LSD – wydarzenia, które zszokowały mnie – osobę z dwudziestego wieku.

PLAYBOY: Co to były za wydarzenia?

LEARY: Chwile związane z rozmnażaniem się – sceny brutalnej seksualności przodków, w Irlandzkich barach, stogach siana, łóżkach z baldachimem, powozach, na plażach, na wilgotnej ziemi w dżungli – i momenty związane z kryzysem, w których moi prapraojcowie uciekali przed włóczniami, spiskiem, falą przypływu i lawiną. Doszedłem do wniosku, że wspomnienia najmocniej utrwalone w neurologicznym banku pamięci są żywotnie związane z radością i podekscytowaniem występującymi w procesie przedłużania i przetrwania gatunku.

PLAYBOY: Jak możesz być pewny tego, że to się w ogóle zdarzyło?

LEARY: Nie możesz. Być może są to tylko mdłe, sobotnie, melodramatyczne seriale, wyczarowane przez moje przodomózgowie. Ale czymkolwiek, to nie jest – wspomnieniami lub imaginacją – stanowi najbardziej ekscytującą przygodę, w jakiej kiedykolwiek brałem udział.

PLAYBOY: W związku z powyższym, zgodnie z oświadczeniami rzeczników studenckich ruchów lewicowych, wielu wcześniejszych aktywistów po podróżach z udziałem LSD stało się ” bardziej zainteresowanymi tym co dzieje się w ich głowach, niż tym co dzieje się na świecie”. Czy możesz to skomentować?

LEARY: Jest w tym pewna prawda. Wgląd związany z użyciem LSD prowadzi do zajęcia się bardziej wewnętrznymi czy duchowymi wartościami; zdajesz sobie sprawę z tego, że nie ma żadnego znaczenia, co robisz na zewnątrz, dopóki nie zmienisz się wewnątrz. Gdyby wszyscy czarni i studenci o poglądach lewicowych na całym świecie jeździli Cadillakiem i mieli pełną kontrolę nad społeczeństwem, nadal byliby uwikłani w dotychczasowy system społeczny, dopóki sami by się nie otworzyli.

PLAYBOY: Czy ci młodzi ex-aktywiści nie są częścią rosnącej liczby studentów, pisarzy, artystów i muzyków, których jeden z krytyków nazwał „psychodelicznymi odpadkami” – użytkownicy LSD, którzy tracą motywację, niezdolni do ponownego dostosowania się do rzeczywistości lub powrotu do swoich ról społecznych?

timothy_leary_s.jpgLEARY: Istnieje pewien problem odpadnięcia związany z LSD, ale to nic, czym należałoby się martwić, ale raczej powód do radości. Lekcję, którą wyniosłem z ponad 300 sesji LSD i którą przekazuję innym można streścić w 6 sylabach: TURN ON (podłącz się), TUNE IN (dostrój się), DROP OUT (odpadnij). „Podłączyć się” to być w kontakcie ze starożytną energią i wiedzą, które są wbudowane w twój układ nerwowy. Dostarczają one niewysłowionej radości i odkryć. „Dostroić się” to zaprząc i porozumieć się z tymi nowymi perspektywami w harmonijnym tańcu ze światem zewnętrznym. „Odpaść” oznacza odłączenie się od plemiennych rozgrywek. Współczesne modele społecznego dostosowania – socjalne, mechaniczne, skomputeryzowane, intelektualne, telewizyjne – nie mają sensu dla nowej generacji LSD, która dostrzega wyraźnie, że społeczeństwo amerykański soje się klimatyzowanym mrowiskiem.

W dziejach ludzkości, w każdym pokoleniu, ludzie myślący podłączali się i odpadali od systemu wewnątrz plemiennych rozgrywek i dzięki temu stymulowali resztę społeczeństw do dalszego rozwoju. Każdy kolejny etap historycznego rozwoju wynika z zewnętrznego nacisku wywieranego przez wizjonerów, którzy deklarowali niezależność: „Sorry, George III, twój model nam nie pasuje. Spróbujmy czegoś nowego”; „Sorry, Louis XVI mamy nową ideę. Ty w to nie wchodzisz”; „Sorry, LBJ, czas przekroczyć twoje Wielkie Społeczeństwo” (Great Society). Reakcją zwrotną społeczeństwa na takie kreatywne „odpadnięcie” jest panika i irytacja. Jeżeli ktokolwiek kwestionuje porządek społeczny, naruszały rozklekotany gmach. Automatyczną, pełną gniewu reakcją na kreatywne odpadanie, jest określenie takich osobników mianem pasożytów, żerujących na ciężko pracujących, uczciwych obywatelach. Nie jest to prawdą. Doświadczenie LSD nie prowadzi do pasywności i wycofania; przyspiesza pogoń za nowymi formami komunikowania się, lepszymi sposobami, wyrażaniem bardziej harmonijnych przekazów, lepszą jakością życia.

Kult LSD już dokonał rewolucyjnych zmian w amerykańskiej kulturze. Jeżeli przeprowadzilibyście ankietę wśród najbardziej kreatywnych młodych muzyków w tym kraju, odkryjecie, że 80% z nich systematycznie stosuje środki psychodeliczne. I ten nowy, psychodeliczny styl stwarza nie tylko nowy rytm w nowoczesnej muzyce, ale nowe dekoracje naszych dyskotek, nowe formy reżyserowania filmów, nową kinetyczną sztukę wizualną, nową literaturę i przyczynia się do zrewidowania naszych poglądów filozoficznych i psychologicznych. Proszę pamiętać, że to uczniowie collegów podłączają się – najbystrzejsi i najbardziej obiecujący z pośród młodocianych. Cóż za ekscytująca perspektywa: pokolenie twórczej młodzieży odmawiające udziału w pochodach, odmawiające pójścia do biur, odmawiające objęcia urzędów, odmawiające zajęcia swojego miejsca w kieracie.

PLAYBOY: Więc co oni będą robić?

LEARY: Nie martw się. Każdy z nich będzie pracował zgodnie ze swoim indywidualnym wyborem. Niektórzy powrócą do establishmentu i będą wprowadzać nowe idee. Niektórzy zejdą do podziemia działając jako niezależni artyści, rzemieślnicy i pisarze. Niektórzy już tworzą małe społeczności. Wielu otworzy szkoły dla dzieci i dorosłych, w których będą uczyć jak należy używać organów zmysłów. Zaczyna działalność psychodeliczny biznes: księgarnie, galerie sztuki. Przemysł psychodeliczny może w przyszłości zatrudnić więcej ludzi niż przemysł motoryzacyjny w ciągu ostatnich 20 lat. W naszym technologicznym społeczeństwie przyszłości, problemem nie będzie możliwość znalezienia pracy, ale sposób rozwijania pełnych wdzięku i samorealizacji dróg życia, życia bardziej twórczego i piękniejszego. Psychodeliki będą stanowić pomoc na tej drodze.

PLAYBOY: Wracając do wpływu LSD na kreatywność ludzi, dr B. William Murphy, psychoanalityk z Narodowego Instytutu Zdrowia Psychicznego, wyraził pogląd, że nie ma dowodów na to, „aby któryś z narkotyków miał wpływ na powiększenie zdolności twórczych. Niekorzystnym efektem dla twórczych osób jest stwarzanie niebezpiecznych iluzji, które mogą spowodować brak motywacji do poszukiwań czegoś autentycznie nowego. Taka iluzja jest zła także w tym sensie, że osobom, które nie są kreatywne wydaje się, iż takimi się stały.” Co sądzisz na ten temat?

LEARY: Jest to nieszczęściem, że większość badań naukowych nad zjawiskiem kreatywności, było przeprowadzanych przez psychologów, którzy nie mieli w sobie ani krztyny kreatywności. Badali oni osoby, które z definicji były bezwzględnie pozbawione kreatywności, czyli absolwentów wyższych uczelni. Czy należy się zatem dziwić, że wszystkie „naukowe” badania nad LSD i kreatywnością nie wykazały twórczych rezultatów? By jednak odpowiedzieć na twoje pytanie, muszę przyznać, że LSD i marihuana nie spowoduje tego, że podejdziesz do fortepianu i zagrasz fugę.

Środki psychodeliczne, szczególnie marihuana, w głównej mierze rozszerzają zmysły. Pozwalają ci widzieć i słyszeć nowe wzory energii, sugerujące nowe wzory kompozycji. W ten sposób rozszerzą perspektywę kreacji, ale zdolność do przekształcania twojej nowej perspektywy – jakkolwiek by ona nie była wspaniała – w nowe formy komunikacji, nadal wymaga technicznych zdolności muzyka, malarza, czy kompozytora.

Jeżeli jednak nadal chcesz znaleźć odpowiedź, czy LSD lub marihuana pomogła ludziom w ich twórczości, to nie słuchaj psychiatrów, nie słuchaj rządowych biurokratów. Znajdź artystę i zapytaj jego. Chcąc się dowiedzieć czegoś o kreatywności pytaj o to twórców. Jeżeli chcesz wiedzieć jak na to działa LSD, nie ważne źle czy dobrze, nie słuchaj gliniarza; nie słuchaj mesjanistycznych fanatyków takich jak Timothy Leary. Znajdź jakiegoś przyjaciela, który brał LSD zapytaj jego.

Jest to właściwa osoba, której możesz uwierzyć, ponieważ będziesz w stanie ocenić, w jaki sposób może zniekształcić obraz rzeczy i na podstawie jego opowieści o LSD, będziesz w stanie osądzić, co LSD z nim zrobiło. Potem zapytaj innych przyjaciół o ich doświadczenia z LSD. Niech twoja opinia powstanie na bazie serii takich wywiadów i dzięki temu zbierzesz bardziej wiarygodne dane, niż publikowane w codziennej prasie lamenty oficjeli z publicznej służby zdrowia, czy oficerów policji.

 

 

timothyPLAYBOY: Czy którekolwiek z tych siejących panikę oświadczeń są prawdziwe? Zgodnie z ostatnim raportem dotyczącym uzależnień od narkotyków, opublikowanym przez Stowarzyszenie Medyczne hrabstwa Nowy Jork, przykładowo: „osoby z niestabilną osobowością mogą doświadczyć psychoz wywołanych przez LSD”. Czy to prawda?

LEARY: Wśród ponad 3.000 osób, które osobiście obserwowałem podczas stosowania LSD, mieliśmy tylko 4 przypadki późniejszej psychozy, w praktyce 2 lub 3 tygodnie po sesji. Wszystkie te osoby były wcześniej leczone w szpitalach psychiatrycznych i byli to ludzie, którzy nie potrafili zaangażować się w żadne trwałe związki. Żadna z tych osób nie, miała życiowego celu. Dryfowali przez życie bez domu, czy rodziny, czy jakichkolwiek korzeni, bez stabilizacji, unikając sytuacji wymagających konfrontacji i reakcji. Niebezpiecznie jest wybierać się w podróż nie mając wiary w siebie, ani zewnętrznego miejsca, do którego mógłbyś powrócić.

PLAYBOY: To samo New York Medical Society przytoczyło także stwierdzenie, że „normalna, dobrze dostosowana jednostka, może popaść w ostry psychotyczny epizod pod wpływem LSD”. Czy jest w tym coś z prawdy?

LEARY: Każdy, zarówno neurotyk jak i normalna osoba, doświadcz pewnego lęku i dezorientacji podczas sesji z użyciem dużej dawki LSD. Skutek i czas trwania tego zamieszania zależy od twojego otoczenia i twoich towarzyszy podróży. Z tego powodu jest niezmiernie istotne, aby sesja LSD była przeprowadzana w miejscu zabezpieczonym, ludzie byli przygotowani i aby mieli doświadczonego i rozumiejącego ich przewodnika, wspierającego ich i broniącego zarazem przed natręctwami i przeszkodami, Gdy nieprzygotowane osoby biorą LSD we wrogim otoczeniu, oraz gdy nie ma nikogo, kto miałby zdolności i odwagę by być ich przewodnikiem, wówczas istnieje możliwość wystąpienia epizodów paranoidalnych.

PLAYBOY: Czy możesz je opisać?

LEARY: Może wystąpić każda z możliwych form takich epizodów. Możesz znaleźć się w takim stanie, że odczujesz, iż żyjesz w kompletnie nie swoim wszechświecie, nie będąc w rzeczywistości w kontakcie i harmonii z innymi ludźmi i otaczającymi cię energiami. Będzie ci się wydawać, że każda osoba i każdy inny żywy organizm znajduje się w świętej komunii z otoczeniem i tylko ty jesteś z tego wyizolowany z powodu swojego egocentryzmu. Każde działanie wokoło będzie się układać w paranoiczną mozaikę. Każde spojrzenie, znudzony wzrok, każdy dźwięk, każdy uśmiech stanie się potwierdzeniem faktu, iż każdy wie, że to ty jesteś tym jedynym we wszechświecie, który nie uczestniczy w pełnym gracji i miłości kosmicznym tańcu reszty świata. Sam tego doświadczyłem.

Siedziałem także z setkami ludzi, którzy ulegli panice z powodu zatrzaśnięcia się na poziomie komórkowej reinkarnacji, gdy patrząc na siebie widzieli jak ich ciała zamieniają się w ryby, lub czuli jak przekształcają sil w zwierzęta. I siedziałem także z ludźmi, którzy załapali się na poziom elektronów, w ten niesamowity, nieludzki świat falujących energii. Ale każda z takich sytuacji może zostać z łatwością rozwiązana przez doświadczonego przewodnika, który rozpozna, jaką jazdę złapał użytkownik LSD. Może cię sprowadzić z powrotem bardzo prosto poprzez trzymanie świecy na wprost ciebie, albo przez doprowadzenie cię do skoncentrowania się na oddechu, lub przez zaproponowanie, abyś się położył i odczuł jak twoje ciało łączy się z leżącym na podłodze materacem.

Jeżeli zna on mapy świadomości, to przywrócenie cię do lepiej rozpoznawalnego i mniej przerażającego poziomu jest bardzo łatwe. Przy jego pomocy będziesz zdolny do odczuwania radości i wyciągnięcia lekcji z tego doświadczenia. Jeżeli jednak przewodnik sam jest przestraszony, niepojętny lub działa w taki sposób, aby zachować swój status społeczny, twoje własne przerażenie i zamieszanie wzrośnie w sposób naturalny. Jeżeli traktuje cię raczej jako psychotyka, niż osobę, która postanowiła poważnie zbadać swoje podstawowe problemy i nie zachęca cię do stanięcia z nimi twarzą w twarz i przepracowania ich, wtedy możesz zostać doprowadzony do stanu psychotycznego.

Każdy z przypadków psychozy, po doświadczeniu LSD, nie jest spowodowany ani tym środkiem, ani nie przez zażywającego go, ale przez ludzi, którzy wraz z nim byli, stracili zimną krew i zadzwonili po policję albo doktorów. Lekcja, jaka z tego płynie, to nie bać się ani LSD, ani własnej konstytucji psychologicznej – która w swej podstawie jest O.K. – ale bać się diagnozy umysłu postawionej przez psychiatrę. Dziewięćdziesiąt proces bad tripów po LSD zostało sprowokowanych przez psychiatryczną propagandę, która wytwarza atmosferę strachu, zamiast odwagi i zaufani. Gdyby pozwolić na to psychiatrom wszyscy bylibyśmy pacjentami.

PLAYBOY: Mówiąc o pacjentach, ostatni Time donosił o badaniach w Los Angeles, które „wykazały prawie 200 ofiar bad tripów, w szpitalach miejskich w tym samym czasie”. Czy taka liczba może być rzeczywista?

LEARY: Chciałbym wiedzieć, kto przeprowadzał takie badania i skąd wytrzasnął taką liczbę, ponieważ jest to sprzeczne ze znanymi faktami. Ostatnio rozmawiałem z dyrektorem dużego kalifornijskiego szpitala, która zajmuje się przypadkami LSD; najbardziej spanikowanym pacjentom daje się trankwilizery (leki przeciwlękowe, przeciwpsychotyczne)  i odsyła do domu, nawet bez przyjmowania na oddział i obserwacji. To samo jest prawdą w szpitalu Bellevue i w całym kraju.

PLAYBOY: W tym samym eseju Time pisze: „Pod wpływem LSD nie umiejący pływać, sądzą, że potrafią pływać, a inni myślą, że mogą latać. Pewien młody mężczyzna próbował zatrzymać samochód na Los Angeles Wilshire Boulevard i zginął w wypadku. Sprzedawca w sklepie był przekonany, że został Mesjaszem”. Czy te przypadki i im podobne są twoim zdaniem, reprezentatywne dla LSD?

LEARY: Można powiedzieć, że jednej osobie na dziesięć tysięcy coś odpala i wybiega na ulicę robiąc coś dziwacznego. I to są właśnie te przypadki, o których się pisze w prasie. Mamy 3.000 amerykanów, którzy umieraj każdego roku z powodu przedawkowania barbituranów i ten fakt nigdy nie znajdzie się w gazetach. Tysiące więcej ginie w wypadkach samochodowych i od raka płuc spowodowanego paleniem papierosów. To także nie są niestety newsy. Ale informacja o jednym nakręcony przez LSD młodzieńca, który rozebrał się na ulicy, zaraz znajduje się na pierwszej stronie New York Daily News. Jeżeli jedna pała będąca członkiem antynarkotykowego oddziału policji w Los Angeles, zaleje się wódą, wskoczy do samolotu i sterroryzuje pilota, to jeszcze nie powód żeby uziemić wszystkie samoloty, ogłosić nielegalność alkoholu, zabronić posiadania broni i rozwiązywać biuro antynarkotykowe policji w Los Angeles. A więc jeden epizod na 10.000 przypadków LSD nie stanowi jeszcze powodu do załamywania rąk i babcinej paniki.

PLAYBOY: Ostatni z tego typu przypadków, to historia młodego mężczyzny, który zeznał że zabił teściową będąc pod wpływem LSD. Czy nie jest to powód do przejmowania się?

LEARY: Tak – ale tylko z tego powodu, iż ten przypadek pozwolił niektórym psychiatrom oraz policji nazywać LSD morderczym narkotykiem. W chwili obecnej nie ma dowodów na to, że ten nieszczęsny chłopiec kiedykolwiek brał LSD. Zeznając na policji, próbował w ten sposób zmniejszyć swoją odpowiedzialność za to co robił.

PLAYBOY: Istnieją także relacje o samobójstwach popełnionych pod wpływem LSD. Czy takie rzeczy miały miejsce?

LEARY: W ciągu 23 lat stosowania LSD, zanotowano jeden ewidentny przypadek samobójstwa podczas sesji LSD. Była to kobieta w Szwajcarii, której podano LSD bez jej wiedzy. Była przekonana, że oszalała i wyskoczyła przez okno. Ale to nie LSD spoowodowało jej śmierć. Niespodziewane zadziałanie LSD doprowadziło ją do takiej paniki i przerażenia, że popełniła samobójstwo. Powstało wiele plotek na temat paniki wywołanej przez LSD, prowadzącej do samobójstwa, ale ja czekam na dowody naukowe. Pośród ponad miliona przypadków stosowania LSD, nie znajdzie się więcej niż jeden lub dwa udokumentowane przypadki morderstwa lub samobójstwa powiązanego ze stosowaniem LSD.

PLAYBOY: Chociaż nie jest to związane z żadnymi relacjami dotyczącymi śmierci, wielkość paniki związanej z LSD łączy się z doświadczeniem wielu jego użytkowników w środku sesji, odczuwających objawy ataku serca. Czy to się często wydarza?

LEARY: Dosyć często. Gdy ktoś w trakcie sesji LSD mówi nam: „Moje serce przestaje bić!”, mówimy: „O.K.. w porzadku. To jest nowe doświadczenie, którego nie trzeba się lękać. Pozwól mu się zatrzymać.” Fizjologicznie nie występują w sercu żadne zmiany, ale doświadcza się wrażenia zatrzymania pracy serca. Widzisz, pod wpływem LSD, możesz usłyszeć bicie serca. Stajesz się świadomy jego pulsujących włókien mięśniowych i nerwów oczekujących na na następne uderzenie. Jak jest możliwe, żeby to tak trwało bez końca? Jeżeli nie jesteś na to przygotowany, możesz się przestraszyć tego, że serce nie zabije ponownie. Z powodu rozciągnięcia czasu, może ci się wydawać, że czekasz pięć godzin na następne uderzenie serca.

Następnie znowu czekasz i czekasz, i jesteś świadomy tego, że miliony komórek muszą być tym już przemęczone, mogą już nie mieć więcej sił, by zabić ponownie. Boisz się, że twoje serce się rozleci. Aż w końcu – grzmot! Nareszcie! Ale czy tym razem nie stało się to wolniej? Czyż nie zatrzymuje się? Czujesz kołatanie krwi wewnątrz serca. Czujesz otwierające się i zamykające zastawki; masz dziurę w sercu! Krew zalewa wnętrze twojego ciała! Topisz się w swojej własnej krwi! Możesz krzyczeć: „Pomocy! Zawołajcie lekarza!” Jeżeli przydarzy się taki epizod, wszystko czego potrzebujesz, by rozproszyć swoje lęki, to kilka słów zrozumienia i uspokojenia płynących z ust doświadczonego przewodnika i kompana, który powinien być cały czas razem z tobą.

 

(tłumaczenie Robert Palusiński, redakcja tekstu na stronie yourkatharsis.wordpress.com Mihael )

Źródło: Polityka ekstazy, Wyd. EJB, Kraków 1998, str. 108-139 (Przedruk z wrześniowego numeru pisma Playboy, 1966)

.